niedziela, 24 lutego 2013

#13 Czasem przez NIC, ludzie nie śpią po nocach...

Po około  15 minutach  stałyśmy pod blokiem. Ruszyłam po schodach  na najwyższe piętro a tuż za mną  szła niskiego wzrostu brunetka o czekoladowych oczach. Nadal płakała  jednak już  była o wiele spokojniejsza. Na sobie miała dżinsowe szorty i różowy sweterek  z czarnym sercem po środku. 

Pchnęłam drzwi od mieszkania i o mało co w nie nie weszłam, wyglądało to trochę jak wtedy gdy Harry Potter przechodził na peronie 9 i 3/4 niestety z tym małym szkopułem, że ja przez nie, nie przeszłam a odbiłam się od nich. Najwidoczniej moje rodzeństwo nadal dobrze się bawi  w klubie. I co ja teraz zrobię? Nie mam kluczy, dlaczego ja o tym nie pomyślałam. 
- Zapomniałaś kluczy ? - usłyszałam dziewczęcy głos. Jednak byłam prawie pewna, że nie wydobył się on z ust Lizzy, gdyż ta stała po mojej prawej stronie a dźwięk ten dochodził z zupełnie innej strony. 
Odwróciłam się i spojrzałam w stronę z której dobiegał głos dziewczyny o długich, lekko kręconych, blond włosach. Szarawych oczach, idealnie wyprofilowanym małym noskiem i równie małymi ustami na których aktualnie znajdował się brzoskwiniowy błyszczyk.  Ubrana była w bluzkę w pomarańczowo-białe paski z 3/4 rękawem, dżinsowe spodnie przed kolano i do tego również pomarańczowe jazzówki w ręce trzymała siatki z produktami spożywczymi po czym wnioskuję, że była na zakupach, jednakże o tej porze wydaje się to trochę dziwne. 
-Nie...Tak...yyy.. Tak jakby- nie wiedziałam jak mam się wysłowić, jakby nagle moje racjonalnie myślenie się wyłączyło. - Przyjechałam tu do rodzeństwa i zapomniałam wziąć od nich  zapasowe klucze - w końcu udało mi się sprecyzować odpowiedź. 
-Jeśli chcecie to możecie posiedzieć u mnie i przy okazji się trochę osuszyć, jesteście całe przemoczone. - Zaproponowała blondynka po czym posłała nam miły uśmiech. Odwzajemniłam go i lekkim potrząśnięciem głowy zaakceptowałam jej propozycję - Chętnie.
Weszłyśmy za blondynką do przestronnego pomieszczenia. Było równie duże jak mieszkanie mojego rodzeństwa. Właściwie to chyba były dwa największe mieszkania w tym budynku i może to dlatego jako jedyne znajdowały się na najwyższym piętrze. To było trochę większe od tamtego a może nie, sama już nie wiem w każdym bądź razie było duże. Udałyśmy się do salonu i usiadłyśmy na kanapie a dziewczyna poszła zanieść siatki z zakupami, do jak podejrzewam, kuchni.
 Już po chwili do nas wróciła i nawet nie przedstawiając się zaczęła na nas krzyczeć.
-Jezu! Jesteście całe przemoczone. Co Wy robiłyście. Chodźcie szybko do mojego pokoju, zaraz dam wam jakieś ciuchy.. - krzyczała ale z wyczuwalną troską w jej głosie. Mimo, iż nas nie zna zaprosiła nas do siebie, daje nam swoje ciuchy na przebranie i krzyczy jakbyśmy znały się od zawsze. Jeśli w Londynie wszyscy tak się witają to ja już lecę się spakować i się tu przeprowadzam. 
-Dziękujemy ale...
-Nie ma żadnego ale. Już raz, raz ruszajcie się. 
Dziewczyna nie pozwoliła nam zaprotestować. Pchając nas w stronę drzwi prowadzących do garderoby nawijała jak najęta. Nie dając nam dojść do  słowa, choć właściwie to żadna z nas nawet nie próbowała się odezwać. No bo właściwie co miałyśmy powiedzieć? 
-Dobra to macie tu ubrania, możecie się umyć jeśli chcecie łazienka jest za tamtymi drzwiami. Ja was zostawiam i idę zrobić herbatę a Wy się tu przebierajcie. - mówiąc to wyszła z pokoju.
- Lizzy, idź pierwsza- rzekłam do brunetki. Ona nadal nic nie mówiąc udała się do łazienki aby wziąć prysznic. Ja się tylko przebrałam i wyszłam z pokoju i udałam się do pomieszczenia, w którym znajdowała się nasza sąsiadka (czyt. moja i mojego rodzeństwa) - Pomóc Ci? - zapytałam.
 Dziewczyna kiwnęła głową na znak protestu - Już skończyłam - dodała. I zabierając tacę z ciepłymi napojami oraz jakimiś ciastkami udała się do salonu.  
-Wiesz... - nie dokończyłam, gdyż nie wiedziałam jak dziewczyna ma na imię. Ta wyczuła o co mi chodzi. 
- Gloria. Przepraszam, że się nie przedstawiłam. A wy to ? 
-Ja jestem Endżi a to Lizyy. -przedstawiłam nas  -No więc Gloria - posłałam jej miły uśmiech - Czy to na pewno nie problem, że tu jesteśmy.?
-Nie skąd. Właściwie to cieszę się, że tu jesteście. Wiecie takie duże mieszkanie, czuję się tu trochę samotna.  
-Jasne, rozumiem.
- Amm.. Endżi dlaczego ona płakała. - szepnęła do mnie dziewczyna.
- Niestety nie wiem. Znalazłam ją w parku, próbowałam się coś dowiedzieć ale nie chce nic powiedzieć. - odparłam, również szeptem.
 Chwilę później dołączyła do nas Liz w trochę za dużych ciuchach dziewczyny, nadał łkała jednak próbowała to ukryć. 
-Lizz - zaczęła ostrożnie dziewczyna - nie płacz - mówiąc to przysiadła się do brunetki, która usadowiła się na kanapie, podciągając kolana do klatki piersiowej i opierając na nich głowę.  

*Perspektywa Lizzy* 
Blond włosa dziewczyna zaczęła głaskać mnie po ramieniu i spokojnym głosem powtarzała abym nie płakała i podobne słowa, które miały mnie uspokoić. Czy jej się udało ? Może trochę. Starałam się nie myśleć o tym zdarzeniu jednak przeszywający ból na moich plecach skutecznie mi to uniemożliwiał. Każde wspomnienie o tym momencie przyprawiało mnie o dreszcze i nasilający się potok łez z moich oczu. 
Endżel przysiadła obok mnie i tak samo jak blondynka próbowała mnie pocieszyć. Obie głaskały moje ramiona, łydki a nawet plecy. A ja jeszcze bardziej płakałam. Nie na wspomnienie a na przeszywający ból. One nie wiedziały o tym, że go sprawiają jeżdżąc po moich plecach swoimi delikatnymi dłońmi. A ja nie byłam w stanie im tego   uświadomić. 
-Lizzy...powiedz nam czemu płaczesz ? - spokojnie, próbowały ode mnie wyciągnąć jakiekolwiek wiadomości. - Możesz nam zaufać. - dodała po chwili brązowo włosa. 
Staram się opanować kilka wspomnień abym mogła cokolwiek powiedzieć, ale to jest trudniejsze niż myślałam. Żałuje kilku gestów, kilkunastu słów a co najważniejsze żałuję jednego wydarzenia. Wydarzenia z tej nocy. Żałuję, że byłam tak głupia by zaufać komuś takiemu. Staram się to wszystko opanować ale nie potrafię z tym wszystkim normalnie funkcjonować. Nie mogę powstrzymać napływających fal smutku, bólu i łez. Wiem, że jestem już bezpieczna, że mnie już nie skrzywdzi, przynajmniej nie w tej chwili. Ale co zrobię potem? Co jutro? Przecież muszę gdzieś mieszkać. Nie mam się dokąd udać a przecież nie mogę siedzieć na głowie blondwłosej dziewczynie o ile się nie przesłyszałam to...Glorii. I kolejny wybuch płaczu. Dziewczyny nadal siedziały przytulając mnie i głaszcząc. Chciałam im powiedzieć. Mimo iż znam je dosłownie jakąś godzinę czuję, że mogę im zaufać. Mimo to wciąż nie mogę się przełamać. Chcę ale nie potrafię. 
- Lizzy...co się stało? - ponownie zapytały.
-Nic- ledwo co wydukałam z siebie te 3 litery.
- Czasem przez NIC, ludzie nie śpią po nocach...
- Jaa...Ja nie chcę o tym mówić... nie chcę...nie teraz....- powiedziałam ledwo słyszalnym głosem, aż dziwne, że usłyszały. 
Dziewczyny zrozumiały. Nie naciskały na mnie. Nie nalegały. Po prostu siedziały ze mną w ciszy. Tego właśnie teraz potrzebuję. Co ja mówię? Nie tylko teraz. Ja potrzebuje tego cały czas. Potrzebuję kogoś komu mogę zaufać. Kogoś z kim mogę posiedzieć w milczeniu a on nie będzie naciskał na mnie, nie będzie niczego wymuszał. Po prostu będzie ze mną. Potrzebuję tego, zwłaszcza, że przez całe moje życie tego nie zaznałam. Nie zaznałam rodzicielskiej miłości, prawdziwej przyjaźni, poczucia bezpieczeństwa i oparcia w kimś. Zawsze gdy myślałam, że coś z tego udało mi się zaznać wszystko się waliło i wychodziło na jaw, że jednak tak nie jest.
Zawsze gdy udało mi się przełamać i ponownie komuś zaufać, ten ktoś ranił mnie. 
  Zastanawiacie się czasem ,dlaczego tak jest, że w naszym życiu nic się nie układa ?. dlaczego zawsze gdy jesteśmy szczęśliwi coś jednak musi pójść nie tak ?. że zawsze jak jedno się posypie, to cała reszta też ?. Ja zastanawiałam się każdego dnia. Za każdym razem, gdy tak się własne działo. Do dziś nie znam odpowiedzi na te pytania. Nie rozumiem dlaczego jednym wszystko się pięknie układa, mają wszystko podane jak na tacy. A ja zawsze mam pod górkę?
Moje życie można porównać do huśtawki. Raz jestem w górze, raz na dole. Raz mam dobry humor, raz jestem przygnębiona. Raz płaczę, raz się śmieję. Raz mam ochotę na samobójstwo, raz nagle zaczynam mieć chęci do życia. Jednak na sam koniec i tak wszystko się sypie. 
Czasami mam wrażenie, że komuś zawadzam, że nie pasuje do tego towarzystwa. Do tych ludzi. Do tego świata. Że jestem z innej bajki. Trudno określić czy z lepszej czy gorszej.


She looks like a 

She looks like a movie star
Like a chocolate candy bar  

Usłyszałam powtarzające się słowa piosenki. Dźwięki te dochodziły z komórki najprawdopodobniej Angeliki, która właśnie przeszukiwała swoje kieszenie w celu zlokalizowania telefonu.
-Słucham? ...U sąsiadki...aha...okey...dobra...zaraz będę. - Wnioskując po tym co udało mi się usłyszeć to Angela wraca do domu, do rodzeństwa. Jednak ja nie chciałam już poznawać kolejnych ludzi, miałam wszystkiego dość, to wszystko mnie przerosło, tyle wydarzeń jak na jeden dzień. Nie chciałam ruszać się z tego miejsca dlatego postanowiłam leżeć tak jak przez ostatnie pół godziny i nic się nie odzywać udając, że śpię. - Ja się muszę zbierać - dziewczyna zwróciła się do blondwłosej.
-Jasne, to może już jej nie budź. Może przecież zostać u mnie.
-Jesteś pewna, że to nie będzie żaden problem.
- No co ty. Może tu zostać jak długo będzie chciała. Przynajmniej będę miała do kogo buzię otworzyć kiedy rano wstanę. Moja młodsza siostra, która ze mną mieszka wyjechała do rodziców na całe wakacje, więc trochę tu  pusto. - Ucieszyły mnie słowa dziewczyny, gdyż prawda była taka, że nie miałam gdzie się podziać przez najbliższy czas. Do niego na pewno nie wrócę.
-No dobra to ja lecę. Pa - pożegnała się szatynka i po chwili można było słyszeć trzask drzwi oznaczający, że już wyszła z mieszkania. Nie miałam już na nic sił dzisiejszego dnia,zdarzyłam tylko poczuć jak Gloria przykrywa mnie jakimś kocem  i zaraz po tym zmorzył mnie sen.


*Perspektywa Naill'a*
Znacie ten stan kiedy wszystko jest takie nijakie ? Nie wie człowiek co ze sobą zrobić, na nic nie ma ochoty, a nic nierobienie go wkurza. Taki chaos ma się w środku a jednak określają go mianem pustki. "Wszystko to nic, a nic to wszystko". Idealne stwierdzenie tego co w tej chwili czuję.
-Stary nie możesz siedzieć tak bezczynnie na tej kanapie wpatrując się w ekran telefonu. To chore. Zbieraj się idziemy na próbę a potem mamy wywiad.
-Nie mam ochoty 
- Co? - usłyszałem zdenerwowany głos naszego menażera - Jak to nie masz ochoty? Nawet nie chcę o tym słuchać. Idź się przebierz w coś bardziej wyjściowego i za 5 minut widzę Cię na dole przy aucie. 
Głupi kontrakt. Nie mam ochoty na żadne występy, próby, wywiady a nie mam na to żadnego wpływu. Nie chcę zawieść chłopaków i fanów ale nie mogę o niczym myśleć. Cały czas moje myśli krążą wokół tej słodkiej szatynki o imieniu Angelika. Nadal się nie odzywa. Nadal nie wiem czemu.  To uczucie bezradności mnie przytłacza.
 Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym teraz być obok Niej. Czuć jej uśmiech na swoich wargach, dłoń w mojej dłoni, oddech na mojej twarzy, który za każdym razem przyprawiał mnie o dreszcze i czuć jak trzyma mnie przy sobie, tak cholernie mocno a zarazem nieśmiale, jakbym był wszystkim czego potrzebuje. Tak bardzo chciałbym móc być przy niej. 
Dodając kolejnego tweet'a, w którym zawarte było to co teraz czuje, udałem się do łazienki. Miałem cichą nadzieję, że jakimś cudem ona to przeczyta, coś w niej drgnie i się odezwie, mimo iż nawet nie mam pewności, że ona ma Twittera.
Szybko się ogarnąłem i wyszykowałem po czym razem z chłopakami i Paul'em udaliśmy się na próbę, która na szczęście minęła nam sprawnie i szybko. Teraz jeszcze tylko wywiad, kilka sztucznych uśmiechów i odpowiedzi na zadawane ciągle te same pytania i w końcu wolne na dziś. Będę mógł zamknąć się w swoim pokoju i siedzieć w nim, nie będę musiał udawać, że jest mi dobrze, że wszystko jest okey. Będę  tylko ja, sam i mój smutek. 
Tak jak przypuszczałem na wywiadzie zadawali praktycznie te same pytania związane z trasą, koncertami, galami i jak się z tym wszystkim czujemy pojawiło się też pytanie o nasze związki.
- Widzowie, wasi fani chcą wiedzieć, który z was jest zajęty, a który jeszcze do wzięcia ? - reporterka zadała jedno z  ostatnich pytań. Oczywiście chłopcy nie mieli problemów aby na nie odpowiedzieć. Jednak ja byłem zgubiony , nie miałem pojęcia co powiedzieć w głowie miałem pustkę.
- Ja jestem szczęśliwy z Perrie ale Was (czyt. fanki) też kocham. - jako pierwszy odpowiedział Zayn.
-Tak ja też jestem już zajęty i zakochany w Daniell
-Tak jak ja z El.
-Ja jestem singlem 
-A ty Naill? Czy twoje serce jest jeszcze wolne czy może już znalazło swego właściciela.? -zapytałam reporterka, zwracając się do mnie.
- No.. Ja właściwie - próbowałem wymyślić jakąś rozsądną odpowiedzieć pasującą do sytuacji w jakiej się znajdowałem jednak opornie mi szło, ale na całe szczęście Lou przyszedł mi z pomocą. 
-Właścicielem jego serca od zawsze i chyba na zawsze jest jedzenie. 
-No więc Directionerki jak same słyszycie nasz żarłok jest do wzięcia. -skomentowała reporterka. Zaśpiewaliśmy nasze najnowsze piosenki i wywiad się skończył. Wszyscy jednogłośnie udaliśmy się do Nandos i z zamówionym jedzeniem udaliśmy się do hotelu, w którym od razu udałem się razem z moim jedzonkiem do pokoju i w końcu mogłem odpocząć. 


____________________________________________________________
No to pojawiła się kolejna postać. Jak myślicie jaką rolę w tym opowiadaniu odegra  Gloria ? Śmiało możecie pisać i podawać pomysły co chcielibyście przeczytać w dalszych rozdziałach, jakieś komplikacje, nowe postacie, romanse, wydarzenia. Co tylko przyjdzie wam do głowy chętnie się zapoznam z waszymi propozycjami.. ;)
Przypominam, że jeśli ktoś chce abym informowała go o pojawieniu się nowego rozdziału  to niech zostawi wiadomość i jakiś namiar na siebie gg, adres bloga, tt itp. w zakładce "Informowani". Również przypominam, że możecie zadawać pytania w zakładce "Pytania". 
Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem choć wiele z nich są pisane z anonima. Dlatego prosiłabym aby każdy się podpisywał. 
Właśnie kończą mi się ferie, więc znowu bd dużo nauki i nie obiecuje, że rozdziały będą pojawiały się systematycznie choć obiecuję się postarać aby tak było. 
Tak jak zawsze zachęcam do komentowania i wyrażania swojej opinii również tej krytycznej jeśli się coś nie podoba ;)
i tak jak zawsze 10 komentarzy = nowy rozdział
Pozdrawiam 
Dreaaams

niedziela, 10 lutego 2013

#12



- Dzień dobry. 
- Witaj Panienko. To dokąd jedziemy ? - zapytał miły staruszek  odjeżdżając z pod lotniska.
-Na ulicę ... - zawahałam się. No bo właściwie gdzie ja mam jechać. Na jaką 
ulicę. Chwilę się zastanawiałam co mam powiedzieć i jak wytłumaczyć 
kierowcy gdzie w tej chwili chciałabym się znaleźć. - Właściwie to nie wiem 
na jaką ulicę. - Jedyne co wiedziałam to to, że budynek, w którym mieszkało 
moje rodzeństwo znajdował się w Kings Road oraz, że gdzieś niedaleko z ich mieszkania jest do Elm Park Garden  Tak więc co wiedziałam, przekazałam kierowcy a on to wszystko zrozumiał i skręcając w kilka uliczek  dosyć szybko zatrzymał się w miejscu w którym właśnie chciałam znaleźć się. Podziękowałam kierowcy i zapłaciłam sumę, która wyskoczyła na liczniku po czym wysiadłam z taksówki i.... "no właśnie co teraz" to, że wiedziałam mniej więcej gdzie mam się znaleźć  nie oznaczało, że dojdę tam bez najmniejszych problemów. Londyn jest na prawdę wielki i mimo, że byłam blisko swego celu nadal byłam zagubiona. Nadal nie wiedziałam, w którą stronę mam się udać oraz do którego budynku mam wejść. A budynków to tam było pełno. Zdezorientowana usiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon z torebki w celu uzyskania jakichkolwiek informacji od mojego kochanego rodzeństwa, które zapomniało o odebraniu mnie z lotniska nie informując mnie o tym, że nie przyjadą a co najważniejsze nie podając mi wcześniej żadnych  informacji  związanych z nazwą ulicy czy numerem mieszkania w którym mam mieszkać przez najbliższy miesiąc. "Pogratulować inteligencji Angela sama mogłaś ich o to zapytać... " odezwał się głos w mojej głowie. Przecież byłam prawie pewna, że zapomną lub coś im wyskoczy no ale jak to ja miałam złudną nadzieję. 
Dobra koniec tych rozmyślań czas dowiedzieć się gdzie mam iść, gdyż ciemne chmury na niebie przysłoniły, jeszcze przed chwilą dające niesamowite ciepło, słońce. Coś czuję, że zapowiada się na deszcz. Wybrałam numer do Jess bo dzwonić do Kuby to jak walić głową w mur z powodu, że stoi nam na drodze (czyt. za ch*ja się nie dodzwonisz zwłaszcza wtedy gdy czegoś potrzebujesz). 
Jeden sygnał, drugi, trzeci ... jeszcze kilka już miałam się rozłączyć jednak usłyszałam głos roześmianej siostry :
 - Tak, słucham z kim mam przyjemność. ?
-Jessica! Powiedz mi jak ja mam się dostać z tego zakichanego lotniska do waszego domu skoro nie wiem nawet  na jakiej ulicy mieszkacie a żadne z Was nie raczyło się pojawić i mnie odebrać. - zapytałam z udawanym oburzeniem.
- O boże. Endżi nie gniewaj się  na śmierć zapomniałam. Nie ruszaj się nigdzie już po Ciebie jadę. Ale to chwilę potrwa bo jestem koło domu a za nim złapie jakąś taxówkę...
- Jestem w Elm Park Gardens. Siedzę na jakiejś ławeczce obok fontanny i czekam, tylko szybko bo zaczyna kropić.
- Co? Ale jak ? Byłaś na lotnisku... Ehhh  nieważne zaraz tam będę.
Taak.. nie ma to jak powkręcać trochę siostrę. Złapałam wszystkie walizki, które wcześniej zdążyłam wyciągnąć z bagażnika zółtego auta zwanego taxi i ruszyłam w stronę ławki, która znajdowała sie obok fontanny. Usiadłam na niej i dosłownie kilka minut później obok mnie znalazła się lekko zdyszana siostra.  

- No młoda. Welcome to Londyn! - oświadczyła Jess, przytulając mnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę :D -  powiedziałam z uśmiechem na ustach. I dodałam z udawanym zdenerwowaniem -  Nie mów do mnie młoda. !
- Dobra, dobra. To chodź do domu bo pada. 
Fakt. Stałyśmy chwilę a już zdążyło się nieźle rozpadać. Jednak nie przeszkadzał mi ten deszcz. Ta aura Londyńskiej pogody bardzo mi się podobała a wręcz wywołała u mnie niezwykłe emocje.Tak wiem jestem dziwna. No bo przecież kto normalny cieszy się z tego, że jest przemoczony do suchej nitki. Kto o zdrowym umyśle z zacieszem na ryjku zaczyna tańczyć między alejkami parku i skacze ku niebu jakby co najmniej odbijał się od trampoliny. Tak wiem ja jestem inna... ale w końcu to jest mój urok. Jestem inna od innych. Jedyna w swoim rodzaju a to czyni mnie wyjątkową "Dobra, dobra koniec tego samozachwytu czas zejść na Ziemię".

 Po kilku minutach mojego "wydurniania się" bo chyba inaczej by tego ktoś nie nazwał przyglądając się mi z boku. No może ewentualnie można sobie pomyśleć.. "Ma ktoś numer do psychiatryka, bo tą co skacze niczym zając, chyba coś opętało" no ale wracając już po chwili znajdowałyśmy się pod wielopiętrowym blokiem z pięknym zdobieniami, które dawały niesamowity efekt. Raczej wolałam nowoczesny styl, jednak w tym bloku było coś takiego ... no sama nie potrafię tego określić. Coś było, co mnie przyciągało  coś co bardzo mi się podobało. Sami musicie sobie wyobrazić, bo ja inaczej nie potrafię tego zdefiniować. Po prostu miało to coś. 
Jessica wyciągnęła klucze ze swojej dużej, brązowej torebki i przekręciła zamek do drzwi jej mieszkania. Już po chwili usłyszałam zgrzytnięcie otwieranych drzwi i przede mną ukazał się cudowny widok wnętrza jak się okazało apartamentu rodzeństwa. 
-WOW.  Tu jest pięknie, no i tak przestrzennie. 
- Tak, też mi się tu podoba, no i jest dosyć tanio a właściciele są bardzo mili.
- Ale windę tu macie ? - spytałam z wyczuwalną nadzieją w głosie. Bo wierzcie mi nie uśmiechało mi się codziennie schodzić i wchodzić się na 8 piętro  tego bloku. Fakt byłoby to bardzo korzystne dla mojej figury ale z moim lenistwem jakoś tego nie widzę. Patrzyłam na siostrę a czytając z mimiki jej twarzy, domyślałam się jaka będzie odpowiedź.
-Jasne, że mamy. - Odetchnęłam z ulgą - Jednak nie koniecznie działającą.- no i kicha -  No to jest jedne z minusów mieszkania tu. Właściciele są dosyć sceptyczni jeśli chodzi o windę. Już kilka razy z sąsiadami próbowaliśmy ich namówić aby uruchomili windę, jednak na nic się to zdało.
- Jedne z minusów ? To co jeszcze nie działa. ?
Siostra tylko się zaśmiała - Oprócz windy wszystko działa, miałam na myśli to, że jest trochę daleko do centrum.
- Jak daleko ?
- No dojazd autobusem zajmuje około pół godziny - "Taki kawał...przecież to będzie jakaś godzina drogi piechotą jak nie więcej" znowu odezwał się głos w mojej głowie, jednak byłam zbyt szczęśliwa pobytem w Londynie, że brak windy i spory kawałek do centrum a nawet to, że Naill się nie odzywa nie jest mi wstanie popsuć tego pobytu. Tak więc tylko uśmiechnęłam się do siostry i weszłam w głąb apartamentu.
Zwiedziłam kuchnię, dokładnie obejrzałam salon i oczywiście wszystkie 
pokoje. Już na samym wejściu mogłam rozpoznać, który należy do kogo. Cały wystrój mieszkania był nowoczesny co trochę mnie dziwiło bo sądząc po zewnętrznym wyglądzie budynku myślałam, że będzie tu bardziej... staroświecko. 
Tak chyba o to mi chodziło. Jednak to zdziwienie było dla mnie jak najbardziej wesołym zdziwieniem. Bardzo mi się podobała nowoczesna kuchnia, meble wykonane z ciemnego drewna i metalowymi uchwytami z białymi dodatkami i srebrnymi wykończeniami, wysepka kuchenna też była niesamowita i bardzo odpowiadał mi ten wystrój.


Pokój Kuby był utrzymany w jego ulubionych odcieniach czyli niebieskim, czarnym i białym. Na samym środku pokoju stało duże dwuosobowe łóżko, obok stolik nocny a na nim lampka, na przeciwko łóżka wisiał telewizor obok, którego znajdowały się dwoje drzwi. Jedne prowadzące do łazienki a drugie to te w których właśnie stałam. 





Następny był pokój Jess, tak jak mówiłam od razu można było poznać do kogo należy, gdyż był utrzymany w stylu Glamour. Moja siostra uwielbiała takie wystroje, lubi też się bardzo stroić, zresztą jak już wiecie w naszej rodzinie to ona jest tą bardziej kobiecą i uporządkowaną
Ale i tak najbardziej ciekawa byłam mojego pokoju. Wprawdzie nie wyróżniał się niczym szczególnym, był to zwykły pokój z dwuosobowym łóżkiem po środku i dużą szafą utrzymany w stonowanych odcieniach czerni, brązu i bieli. Nie był jakimś cudem, po prostu był zwykłym pokojem gościnnym, którym jak się okazało mogę przemeblować i trochę pozmieniać w wystroju. Tak więc już nie długo będzie to mój prywatny kącik, całkiem odmienny od tego jakim jest teraz. Jak się okazało mam też własną łazienkę co jest dużym plusem, jeśli mieszkasz z moim rodzeństwem. Od razu udałam się do niej i kiedy zobaczyłam wannę z hydromasażem w mojej głowie ukazała się piękna wizja, w której jak się domyślacie 
wskakuję do tej oto wanny i  biorę długą, relaksacyjną i odświeżającą kąpiel po tej dosyć męczącej podróży.Tak to jest moje postanowienie na dziś. A swoją drogą, ten na pozór zwykle wyglądający budynek, zaskakuje mnie coraz bardziej. Po tym jak wyglądał z zewnątrz oraz zepsutej windzie, nie spodziewałam się takich luksusów. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Z walizki, którą przed chwilą do pokoju wniósł mój brat, wyjęłam ręcznik, kosmetyczkę i ciuchy na zmianę. Zdjęłam moje wcześniejsze ciuchy, już nieźle przemoczone od deszczu i już po kilku minutach leżałam cała zamoczona w wannie, odprężając się przy masażu i spokojnej muzyce, lecącej z mojej MP4. Tak zdecydowanie tego mi było potrzeba. Moją kąpiel przerwała mi Jessica, która kazała mi się pośpieszyć, gdyż za pół godziny wychodzimy, nie informując mnie dokąd i w jakim celu, poszła się szykować. Jeszcze chwilę poleżałam w wodzie i zaczęłam się zbierać do wyjścia. Założyłam wcześniej przygotowane ciuchy, włosy lekko podsuszyłam i jeszcze nie do końca suche, związałam w luźny warkocz na jedno ramię. Gdy go rozplącze z pewnością, będę miała niezłe loczki ( czyt. jak jakaś małpa na głowie). Niestety innego wyjścia, aby wyglądać w miarę przystępnie do pokazania się publicznie, nie mam. Bez zbędnych makijaży i innych tego typu czynności, założyłam swoje trampki, które również wyciągnęłam z jednej z walizek. Postanowiłam trochę rozpakować swoje rzeczy, gdyż znając moją siostrę i tak będzie trzeba na nią czekać. Wyciągnęłam zdjęcia i poustawiałam je na komodzie, niektóre ciuchy pochowałam do szafy oraz rozwiesiłam na wieszakach, moje dwie ulubione książki ułożyłam na półce i udałam się do salonu, w którym czekał już Kuba, usiadłam na kanapie, obok niego i z bananem na twarzy zaczęłam wypytywać go o to gdzie idziemy, oraz plany na najbliższe dni.. Wiele się nie dowiedziałam, gdyż jak się okazało miejscem do którego się mamy właśnie udać, jest pobliski bar, w którym Kuba czasami gra ze swoim zespołem. A o planach aby pokazać mi Londyn on nawet nie słyszał. Mogłam się domyślić. No cóż, w takim razie sama muszę zwiedzić to piękne miasto a przy okazji spędzić wspaniałe wakacje. Kiedy moja siostra, w końcu zaszczyciła nas swoją obecnością(ileż można się szykować, no dobra wiem, że ona jest modnisią i wgl. no ale bez przesady idziemy na zwykły obiad do baru.) wyszliśmy z mieszkania i udaliśmy się tymi cholernymi schodami na sam dół. Na szczęście pogoda się trochę polepszyła a po deszczu nie było śladu, no może poza tymi kałużami na ziemi...

Już po 15 minutach, znajdowaliśmy się przed drzwiami budynku. Weszłam do środka i udałam się za rodzeństwem do jednego z wolnych stolików. Po chwili stała obok nas kelnerka, zbierająca zamówienie. Z racji, iż byłam bardzo głodna. Zamówiłam kurczaka z frytkami i do popicia cole. Jess wzięła sałatkę a Kuba, on gdzieś poszedł razem z kelnerką. Siostra nie chciała mi powiedzieć dokąd poszedł, tak samo jak kelnerka, która zdążyła już przynieść nasze zamówienie. Wiedząc, że i tak nic nie wyciągnę z siostry, zaczęłam jeść moją dzisiejszą kolację.
Kiedy usłyszałam dźwięki gitary i pierwsze słowa piosenek granych przez jakiś zespół, wszystko stało się jasne co z moim bratem. Odwróciłam głowę aby się upewnić. TAK. Miałam rację. To dlatego zniknął, bo dziś gra tu wraz ze swoim zespołem. Miła niespodzianka. Nareszcie mogę usłyszeć jak grają, nigdy wcześniej nie miałam okazji zobaczyć ich na żywo. 
-Świetnie grają! -krzyczałam do siostry, gdyż w inny sposób nie byłaby wstanie mnie usłyszeć. Piosenki zespołu, krzyki jak się okazuje dużej ilości fanów przebywających w tym momencie w lokalu, skutecznie mnie zagłuszały.
Siostra tylko pokiwała mi głową i dalej wsłuchiwała się w muzykę. Jak zdążyłam zauważyć. Ten nie duży lokal za dnia jest barem, w którym można coś przegryźć, napić się czy posiedzieć zaś wieczorem zmienia się w taki mały klub. Lokal był przepełniony, na parkiecie tańczyło wiele młodych osób, wszystkie stołu były pozajmowane i było dosyć tłoczno. Jednak atmosfera jaka tu panowała była bardzo wesoła i przyjemna. Poznałam chłopaka i przyjaciółkę mojej siostry. Janek ma 20 lat i jest bardzo zwariowany no i oczywiście przystojny. Od razu go polubiłam, zresztą tak samo jak 19-letnią Magdę.Czułam się z nimi jakbym ich znała od zawsze, aż ciężko uwierzyć, że poznałam ich zaledwie 20 minut temu. W czasie przerwy, poznałam również cały zespół.  David'a, Flin'a i najmłodszego z nich Thomas'a.  David i Flin są w wieku mojego brata a Thomas jest starszy ode mnie o rok. Tak jak przyjaciół siostry ich też bardzo polubiłam. Chłopcy zagrali jeszcze kilka kawałków i na ich miejsce wszedł inny zespół, który tak jak oni próbuje swoich sił. 

Jessi wywijała na parkiecie wraz z Jankiem, to samo zrobił David i Flin. Jak to oni ujęli : Idą wyrywać na sławę.  Chwilę później mój braciszek postanowił, że do nich dołączy, tym samym zostawiając mnie z Thomem. 
- A więc jesteś siostrą Kuby, tak? - zapytał chyba dla pewności. Przytaknęłam mu i z obawy przed niezręczną ciszą zapytałam o zespół. Thomas opowiedział mi jak się poznali, ile już ze sobą grają i kto pisze ich utwory. Od razu odnaleźliśmy wspólny język a tematów do rozmowy nam nie brakowało. Niepotrzebnie się obawiałam tej niezręcznej ciszy. Praktycznie cały wieczór z nim przegadałam , no i oczywiście nie obyło się bez tańczenia. Kiedy tylko wyszliśmy na parkiet, poczułam się w swoim żywiole. 
Kiedy schodziliśmy z parkietu aby trochę odpocząć, wpadła na mnie jakaś dziewczyna, była cała zapłakana i wydawała się być nieświadoma do końca tego co się wokół niej dzieje. Szybko uciekła z lokalu. Nie wiele myśląc, poprosiłam Thoma aby przekazał mojej siostrze, że wyszłam wcześniej i żeby się nie obawiała bo pamiętam drogę powrotną. Chłopak nie chciał się zgodzić ale po krótkich namowach i obietnicy, że jak tylko będę w domu, wyślę mu sms-a uległ i zgodził się. Jak najszybciej, wydostałam się z po brzegi wypełnionego lokalu i szybko się rozejrzałam aby sprawdzić w którą stronę pobiegła dziewczyna. Zauważyłam tylko zarys drobnej postaci biegnącej w okolice parku, w którym spotkałam się z Jessicą. Postanowiłam pobiec za nią.

 Dziewczyna zniknęła mi z widoku, jednak nie poddawałam się. Miałam przeczucie, że muszę ją znaleźć. Już po chwili byłam w parku i przeszukiwałam alejki, jednak nigdzie jej nie było. Zrezygnowana usiadłam na ławeczce , znajdującej się obok mnie. Zastanawiałam się dokąd mogła się udać ta zagubiona dziewczyna  i oczywiście co jej się stało, że płakała. Siedziałam chwilę w ciszy, gdy już miałam się zbierać, usłyszałam szelest i cichy jęk. W jednej chwili byłam przerażona, bo przecież nikogo o tej porze w parku nie było. A siostra ostrzegała mnie, że lepiej tu nie przebywać o tych porach, gdyż czasem można natknąć się tu na dosyć specyficznych ludzi, którzy jak się sami domyślacie nie mają zbyt dobrych zamiarów.
Jednak nikt się nie pojawił. Pomyślałam, że tylko mi się zdawało bo przecież nikogo tu nie ma prócz mnie i...kolejny jęk. Teraz byłam pewna, że jednak nie jestem tu sama. Szybko udałam się w stronę krzaków znajdujących się nie opodal ławki. Rozchyliłam je i ujrzałam tam drobną skuloną w kłębek postać, tej samej dziewczyny, która wpadła na mnie niecałą godzinę wcześniej w klubie, opierającą się o drzewo.  Podniosła lekko głowę, którą opierała na kolanach, aby spojrzeć na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Widziałam w jej oczach strach, przerażenie, ból, smutek oraz pełno łez wypływających z pod jej lekko przymrużonych powiek. 
-Nie bój się - powiedziałam spokojnym głosem. Nie ruszyła się. Nie jestem pewna czy to z powodu przerażenia, którym była opanowana czy może nie miała już siły uciekać. W końcu z lokalu do parku był spory kawałek. Powoli zbliżyłam się do niej, ciągle powtarzając aby się nie bała. - Nic Ci nie zrobię. Chcę tylko pomóc.- mówiłam najbardziej ciepłym głosem, jakim tylko potrafiłam.
- Jjj..a. Ja... nie chciałam. 
- Spokojnie.- Nie wiedziałam jak się zachować, dziewczyna trzęsła się ze strachu. Podeszłam do niej i usiadłam obok, po czym lekko głaskałam ją po ramieniu. Po krótkiej chwili spytałam - Opowiesz mi dlaczego płaczesz? Co się stało ? 
Cisza..Cierpliwie czekałam, aż dziewczyna coś powie, jednak ona płakała jeszcze bardziej. Za każdym razem gdy otwierała usta aby coś powiedzieć, wybuchała jeszcze większym płaczem. Przytuliłam ją do siebie i głaskałam po głowie, szepcząc cicho aby się uspokoiła. Dziewczyna nie protestowała. - Jeśli nie chcesz to nie musisz nic mówić. 
Siedziałyśmy tak może z 15 minut a może było to już pół godziny. Straciłam poczucie czasu i nie byłam w stanie określić godziny. Wiedziałam jednak, że nie możemy siedzieć w tym parku całej nocy, w każdej chwili może zjawić się tu ktoś, kogo obecność mogła by nam zagrażać. Poza tym robiło się już chłodno i zbierało się na deszcz. Postanowiłam zabrać dziewczynę do mieszkania mojego rodzeństwa. 
- Możesz wstać.? - zapytałam. Dziewczyna, która już nie co się uspokoiła, spojrzała na mnie zdezorientowana. - Nie możemy tutaj siedzieć. Tu może być niebezpiecznie o tej porze. Zabieram Cię do siebie. Tam na spokojnie pogadamy. Okey ?
Dziewczyna tylko pokiwała głową i zaczęła podnosić się z Ziemi..
- A tak w ogóle to jestem Angela. 
- Lizzy - wyszeptała i chyba lekko się uśmiechnęła, jednak mogło mi się tylko zdawać gdyż było już bardzo ciemno.
W ciszy udałyśmy się w stronę mieszkania, deszcz zaczynał pokropywać i teraz ciężko było odróżnić czy łzy na twarzy dziewczyny to łzy czy krople deszczu.


______________________________________________________________
No więc jest sobie taki rozdział. Wiem, że nie jest jakiś super ale dodaje bo coś dodać trzeba. Właściwie to ma być taki wstęp do zapoznania z Lizzy, która będzie odgrywała dosyć dużą rolę w tym opowiadaniu. No i teraz pytanie do Was. Dlaczego według was Lizzy wybiegła z klubu roztrzęsiona? Co chcielibyście ujrzeć w kolejnych rozdziałach ? Czy chcielibyście aby Lizzy była z którymś z chłopaków?
Na górze jest zakładka SPAM i jeśli już tak bardzo chcecie reklamować swoje blogi to róbcie to tam, pod rozdziałami takich komentarzy nie będę udostępniać. 
Jeśli macie jakieś pytania do mnie  lub bohaterów to możecie zadawać je w komentarzach lub w zakładce PYTANIA, która również znajduje się u góry. ;) 
Życzę miłego czytania i oczywiście komentujcie, nawet nie wiecie jaką to daje motywację. No i jeszcze jedno pytanko czy chcecie rozdział z perspektywy kogoś innego jeśli tak to kogo ?...  Byłabym wdzięczna za polecanie mojego opowiadania znajomym i innym czytelnikom. xoxo

10kometarzy = nowy rozdział 

( Anonimki proszę o podpisywanie się...)

Pozdrawiam 
Dreaaams ♥! 

niedziela, 20 stycznia 2013

#11 i znów kończy się coś, co nie miało szansy się zacząć.


Zauroczyć jest się łatwo. Wystarczy, że zobaczysz chłopaka, który ma ładny uśmiech. Jego charakter jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że możecie się zaprzyjaźnić. Tylko kilka spojrzeń, gestów, spotkań, słów i zaczynasz patrzeć na Niego zupełnie inaczej. Na Jego widok przechodzą Cię dreszcze, zapamiętujesz każde słowo. Wszystko, co powie ma większą wartość od innych. To Jego głos chcesz usłyszeć,to Jego zapach sprawia, że tracisz kontrolę. Z nikim innym nie chcesz spędzać wieczorów. Nie ma godziny, w której byś o Nim nie myślała. I nagle to wszystko się kończy. Powoli tracicie ze sobą kontakt lub urywa on się niespodziewanie. Nie dzwoni, Nie odpisuje. Nie wiesz nic. Co u niego i jak się czuje.? O czym myśli? Czy u niego wszystko dobrze ? Zaczynasz zastanawiać się  gdzie popełniłaś błąd. Co zrobiłaś nie tak i czy to już na prawdę koniec? I mimo, że znasz się z nim krótko masz wrażenie, że znacie się od zawsze a jednak to wszystko się kończy. On nie odbiera. Włącza się sekretarka, która tym swoim jakże przemiłym głosem oświadcza "Wybrany numer nie może odebrać tego telefonu." zazwyczaj dodaje jeszcze "Po sygnale nagraj swoją wiadomość" Jednak nie tym razem. Tym razem oświadcza, że "numer zablokował możliwość telefonów od osób nieznanych". W tedy zaczyna do Ciebie docierać, że to już na prawdę koniec. Osoba ta nie chce mieć już z Tobą nic wspólnego. Dla niego to była zwykła przygoda. Zablokował Cię i nie masz już żadnej możliwości aby zapytać: Dlaczego ? 
Przykre ale jakże prawdziwe. Czy przeżyłeś już coś takiego a może coś podobnego. Nie ważne co . Ważne, że boli. Że mimo, iż chcesz zapomnieć to nie potrafisz. Że to już koniec. Że to nie ma sensu.
 Nadal pamiętasz, rozmyślasz i wspominasz chwile, które były tak miłe, które przyniosły Ci tyle szczęścia. Wspominasz tę osobę, która pokazała Ci jak można się czuć jako najszczęśliwszy człowiek na świecie choć przez chwilę.
I mimo, że Ty tego nie chcesz to wszystko się kończy. Musisz zamknąć ten rozdział w życiu. A może kiedyś  za kilka lat miniemy się na chodniku, a nawet nie będziemy wiedzieć, a może będzie tak, że się do siebie uśmiechniemy, spojrzymy na siebie ze zdziwieniem i po chwili pójdziemy dalej, jakby nic się nigdy nie stało. Może być też tak, że wpadniemy sobie w ramiona i odnajdziemy gdzieś to szczęście, którego szukamy. Może będziemy sobie obojętni. Może nie będzie już któregoś z nas. Może zapomnimy.  Może być tak, że poznamy się na nowo kiedyś, gdzieś i pokochamy. Może. Jednak to co przyniesie nam przyszłość zostawmy losowi. Bo życie dla każdego z nas przygotowało coś innego. A jeśli mamy być razem to na pewno tak będzie. 

Po kolejnej identycznej odpowiedzi tej jakże "przemiłej" sekretarki, przez którą teraz dostaje szału, w końcu dałam sobie spokój. Jak widać Naill zablokował mój numer kiedy dowiedział się, że to ja. On już nie chce mieć ze mną kontaktu. Tylko dlaczego ? Dlaczego tak robi skoro wie ile kosztowało mnie to by znowu komuś zaufać.? Przecież mówił, że zawsze mogę na niego liczyć. Że się jeszcze spotkamy i będziemy mieli ze sobą kontakt. Wiedział, że ciężko było mi mu zaufać a jeszcze ciężej będzie zaufać komukolwiek innemu przez to, że teraz on zawiódł to zaufanie . A jednak zrobił to. Urwał kontakt, bez żadnych wyjaśnień, bez żadnego pożegnania.  
 Kiedyś się z Niego wyleczę. Może nie na pstryknięcie palcami, może nie po tygodniu, ani miesiącu. Czeka mnie wiele pustych dni, w których wciąż będzie się pojawiać jego twarz. Nie mogę wykreślić go ze swojego życia, zbyt wiele mamy ze sobą wspólnego. I nie powiem też, że 'jest w moim życiu zbędny'- bo nie jest. W gruncie rzeczy nikogo nie potrzebuje bardziej niż Niego... Ale nigdy nie był tak na prawdę mój.

Pewnie sobie myślicie, że jestem głupia, pomylona bo zakochałam się w przeciągu trzech tygodni ale przecież miłość przychodzi nagle , wtedy kiedy się tego najbardziej nie spodziewasz. A teraz nie pozostaje mi nic innego jak się z tym pogodzić.
W końcu postanowiłam ruszyć swój zacny tyłek i zacząć się pakować w końcu już jutro wyjeżdżam do Londynu. No a tak z pustymi bagażami to raczej ciężko. Wyjęłam swoje czerwone walizki i powoli zaczęłam pakować ubrania na  najbliższy miesiąc. Oczywiście jak to u mnie zawsze chętnie zabrałabym ze sobą całą szafę, więc już po chwili w walizkach brakowała miejsca a ja przecież dopiero co wpakowałam rzeczy na upalne dni. "No to może warto pomyśleć jaka pogoda panuje w Londynie"  pomyślałam i już po chwili wszystkie zapakowane ubrania wylądowały na ziemi. Teraz już rozsądniej zaczęłam od nowa pakować wszystkie potrzebne ciuchy. Zapewne znajdzie się tam też wiele zbędnych no ale inaczej się nie da. Po 3 godzinach wybierania, pakowania, upychania i po kilku próbach zapięcia walizek mój cel w końcu został osiągnięty. "Udało się ..."


Ostatnie dni mijały mi powoli, na ciągłych zastanawianiach się dlaczego Naill się nie odzywa. Jednak poza tym co już wiecie nic mądrego nie przyszło mi do głowy. Gabi i Maik kilka razy wyciągnęli mnie na spacer, wypad do skateparku a nawet na przejażdżki konne. To pomagało ale tylko na jakiś czas, każdego wieczora, gdy leżałam w łóżku  to wszystko do mnie wracało. Moje myśli ponownie zajął on i wszelakie pomysły dlaczego urwał kontakt. Jednak jak się pewnie domyślacie, nic mądrego do głowy mi nie przychodziło.



~~Dzień wyjazdu~~
-Będę tęsknić za tobą - powiedziała przyjaciółka, przytulając mnie.
- Ja za Tobą też - mówiłam z łzami oczach. W końcu wyjeżdżałam tam na miesiąc. Równy miesiąc bez rodziców a co ważniejsze bez moich przyjaciół. Przytuliłam się do Maika.
-Hej, Mała nie płacz. Przecież tu wrócisz.
-Dzięki Maik. - przytuliłam jeszcze rodziców -Będę za wami wszystkimi tęsknić - dokończyłam stojąc już przy bramce wejściowej na pokład samolotu.
-Nie zapomnij do nas dzwonić - krzyczała jeszcze mama .
-Nie zapomnę. Pa.  - po czym weszłam do samolotu i zajęłam swoje miejsce. 
Po chwili już startowaliśmy. Gdy już wzbiliśmy się w powietrze po komunikacie stewardessy odpięłam pasy i usadowiłam się wygodnie w fotelu. Z torebki wyjęłam słuchawki i wsadziłam je do uszu. Wsłuchując się w moją ulubioną muzykę, patrzyłam przez okno i oglądałam chmury. Od zawsze lubiłam je obserwować, ich kształty i to co przypominały. Bardzo się różniły od tych widzianych z dołu , z Ziemi ale nadal mnie interesowały. Wpatrywałam się w nie sama nie wiem ile czasu gdyż w pewnym momencie zasnęłam. 

-Wszystkich pasażerów prosimy o zapięcie pasów, za chwilę podchodzimy do lądowania - usłyszałam głos stewardessy. Tak jak prosiła zapięłam pasy i już po chwili wylądowaliśmy bez żadnych komplikacji czy problemów. Wysiadłam z pokładu samolotu i pierwsze co zrobiłam po wyjściu na świeże powietrze, zaciągnęłam się nim.Tak to pachnie ja powietrze w Londynie, właściwie nigdy nie wiedziałam jak pachnie ale właśnie tak je sobie wyobrażałam. Udałam się do hali w poszukiwaniu brata jednak nigdzie go nie widziałam "Pewnie zapomniał, no wiedziałam, że tak będzie. A jeszcze kilka tygodni temu na mazurach mówiłam w żartach aby nie zapomniał. Czy ja zawsze muszę wszystko wykrakać? "
-Lot do Manchesteru zostaje opóźniony o 15 minut - kolejne informacje  dobiegały moich uszu, jednak nie obchodziły mnie one, gdyż byłam zbyt zajęta szukaniem Kuby, więc komunikaty te jednym uchem wpadały a drugim wypadały.

~~*~~ 
-Znowu się przez was spóźnimy! - krzyczał Paul już trochę zdenerwowany na całą naszą piątkę.
-Szybko!Szybko! Lecimy do bramek, jeszcze zdążymy.
- Uff. Udało się - odetchnęliśmy z ulgą próbując unormować oddech. 
-Macie szczęście, że lot został opóźniony o ten kwadrans inaczej musielibyśmy odwoływać koncert. -Mówił lekko zdyszany Paul. Myślałem, że znowu będzie robił nam wykład na temat naszej punktualności , jednak on najzwyczajniej poszedł do innego przedziału. I zostawił nas samych.
-Chłopaki czy tamta dziewczyna wam kogoś nie przypomina - spytał Zayn, wskazując przez okno na szczupłą szatynkę w czarnych spodniach, białej bluzce na którą nałożona była czerwona kamizelka (dopis aut. tak na prawdę łososiowa ale, który chłopak to rozróżnia? :P ) kremowych balerinach i brązową torebką na ramieniu. 
-Przecież to jest Angelika.
-Gdzie? Angela.! Ja muszę do niej iść. Ja muszę z nią pogadać. Zaraz wracam. - mówiłem lekko zdenerwowany jednak szczęśliwy, że znów ją spotkam i z nią porozmawiam.
-Zaraz odlatujemy nie możesz teraz wyjść - wołał za mną Liam, jednak ja to zignorowałem, przecież tam była ona. Dziewczyna, która totalnie zawróciła mi w głowie. Dziewczyna z którą tak wiele mnie łączy mimo, iż tak krótko się znamy. Musiałem z nią porozmawiać i wyjaśnić dlaczego mi nie odpisywała przez ostatnie dni. 

Szybko wybiegłem z samolotu i udałem się w stronę, gdzie jeszcze chwilę temu stała dziewczyna. Biegałem po całej hali jednak nigdzie nie mogłem jej dostrzec. Już miałem wracać, gdyż wiedziałem, że Paul się wścieknie jeśli samolot odleci a mnie nie będzie na jego pokładzie,  zrezygnowany jeszcze raz rzuciłem okiem na całe pomieszczenie mając nadzieję, że jednak ją odszukam, że jednak tam będzie i kiedy szybkim spojrzeniem przyglądałem się wszystkim osobom ujrzałem ją. Jej cudowne kręcone brąz włosy i tę kamizelką dzięki, której udało mi się ją odnaleźć. Szła w stronę taksówek. "Mam nie wiele czasu" pomyślałem i pośpiesznie ruszyłem za nią. Wołałem Ją jednak muzyka lecąca z głośników, krzyki i piski ludzi szczęśliwych z ponownego spotkania po dłuższej rozłące, skutecznie mnie zagłuszały. Przyśpieszyłem aby zdążyć ją złapać zanim wsiądzie do żółtego auta zwanego taxówka i odjedzie. Byłem już naprawdę blisko, dziewczyna właśnie wychodziła przez drzwi, przeszła przez chodnik i zaczęła otwierać drzwi auta oraz powoli do niego wsiadała. Biegłem ile miałem sił w nogach. Niestety nie zdążyłem. "Niech to szlak" mruknąłem pod nosem zirytowany i kopnąłem lekko kamyk leżący na chodniku, kiedy zdyszany wybiegłem przez drzwi lotniska. 
Nie wiele myśląc udałem się zpowrotem w stronę samolotu na którym już od 15 minut powinienem siedzieć i szykować się do odlotu. To co tam zastałem przerosło moje wyobrażenia na temat głupoty moich przyjaciół. Chłopcy opowiadali nie stworzone historie, biegali w te i z powrotem po pokładzie tylko po to aby pilot jeszcze nie odlatywał a Paul nie zorientował się, że przez ten czas nie było mnie w samolocie. Nie wiem co bym zrobił bez chłopaków. Jestem im naprawdę wdzięczny za to co dla mnie robią za to, że dzięki nim razem możemy spełniać swoje marzenia. 
Kiedy już znajdowałem się na "swoim" miejscu, chłopcy jak i  również pozostali pasażerowie patrzący na nas trochę zdezorientowani a trochę źli, że opóźniamy lot również siedzieli zapięci w fotelach, samolot zaczął się unosić. 
- Stary i co udało Ci się z nią pogadać ?
- Nie zdążyłem  - odpowiedziałem jednak myślami byłem gdzie indziej. Przy niej. Miałem nadzieję, że jeszcze będę miał szanse się z nią spotkać i porozmawiać. Mam nadzieję, że będzie w Londynie dłużej niż 2 tygodnie bo tyle będziemy  w Manchesterze i kilku innych miastach na koncertach. I mam nadzieję, że uda mi się ją znaleźć w tym wielkim mieście oraz da mi szanse zrozumienia dlaczego przestała odpisywać, dzwonić  i odbierać moje telefony. 
Chłopaki próbowali jeszcze wciągnąć mnie do rozmowy, zagadać czymś ale ja nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Siedziałem wpatrzony przed siebie i myśląc o tej cudownej szatynce, która nieźle zawróciła mi w głowie zastanawiałem się co jej powiem gdy ją spotkam. Jak ona na to zareaguje i co najważniejsze czy w ogóle będę miał taką szanse.  

______________________________________________________________

Tak więc wróciłam. Przepraszam, że musieliście tyle czekać na rozdział i mam nadzieję, że jeszcze ktoś został i będzie czytać.. Rozdziałów nie dodawałam z 2 prostych przyczyn .. Pierwsza jak coś napisałam to mi się nie podobało, kasowałam i zaczynałam od nowa aż w końcu powstało to coś powyżej. A drugi powód to brak czasu. Najpierw osiemnastka przyjaciółki, następnie zabawa, pełno sprawdzianów potem się rozchorowałam i nie miałam jak wejść na komputer, teraz były moje urodziny i też nie było kiedy cokolwiek dodać a co dopiero napisać. Tak więc od razu mówię nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział już zaczęłam więc postaram się już dodawać regularnie np. co weekend ale czy to wypali sama nie wiem ... Nie długo ferie to może coś uda się napisać... 
10 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!
Pozdrawiam 
Dreaaams ♥!

niedziela, 30 grudnia 2012

!!!

No nie wierze! Jestem niezmiernie szczęśliwa, gdyż znowu dostałam nominację do Liebster Awards. Nie spodziewałam się, żę ktoś mnie nominuje a tu jednak. Tak więc bardzo dziękuję Magdzie za docenienie mojego opowiadania. Z racji iż już nominowałam wcześniej swoje typy tak więc tylko odpowiem na pytania : )


1. Czy ktoś z twoich przyjaciół wie, że piszesz bloga?
 Tak, wiedzą o tym moje dwie przyjaciółki : )

2. W jaki sposób stałaś się Directioners?

 Tak właściwie to nie wiem czy można mnie nazwać Directioners. Ja poprostu zaczęłam pisać a chłopcy pasowali mi do tego opowiadania. Podoba mi się kilka ich piosenek ale nie mam jakiegoś super napału na nich. :D Oczywiście nie chcę tu nikogo urazić. Po prostu nie sądzę, że jestem Direcitionerką czy Belieberką itp. Jestem sobą  i lubie kilka ich kawałków. :DD

3. Opisz siebie w trzech słowach

  W trzech...? Hmm.. to raczej ciężko tak opisać samą siebie ale można powiedzieć, że jestem : Pozytywnie zwariowaną optymistką ! :D

4. Czy przemyślasz dokładnie to, co masz zamiar napisać w opowiadaniu czy piszesz spontanicznie (siadasz, bierzesz długopis i piszesz co ci przyjdzie do głowy)?
 Gdy zaczynam pisać rozdział mam pewien pomysł co ma w nim być jednak zazwyczaj idę na spontan i mimo iż pomysł jest to wiele razy zmieniam zdanie i poprawiam tak więc zdecydowanie można powiedzieć, że piszę to co mi przyjdzie do głowy. : ))

5. Za co kochasz One Direction?

 Za to kim są, że pozostali sobą chociaż po części bo właściwie to nie wiadomo jacy byli wcześniej. Oraz ze te kilka utworów, które zawładnęły moim umysłem i porwały do tańca moje serce :D <tak trochę poetycko, nie? :P >

6. Który z członków zespołu jest twoim ulubionym?

Zdecydowanie jako pierwszy wpadł mi w oko Naill ale ostatnimi czasy Louis też jest bliski, że tak powiem mojemu ideałowi. Tak więc nie potrafię wybrać między nimi dwoma.  Moimi ulubionymi są Naill'er i Loui <3

7. Gdybyś na jeden dzień mogła stać się kimś innym, to kim chciałabyś być?
Szczerze to nie mam pojęcia. Zapewne wybrałabym osobę, która w jakiś sposób znikła z mojego życia lub była jego częścią aby zrozumieć dlaczego postąpiła tak a nie inaczej. 

8. Masz rodzeństwo?

 Właściwie to nie ale w pewnym sensie to mogłabym nazwać moich przyjaciół moim rodzeństwem a nie jesteśmy nim tylko dla tego, że nasi rodzice nie wytrzymali by z nami wszystkimi pod jednym dachem :))

9. Jakie jest twoje hobby?
Moim hobby jest Jazda Konna i Taniec. Bardzo lubię też robić zdjęcia tak więc Jazda Konna, Taniec i Fotografia są moim hobby... 


10. Co zainspirowało cię do założenia bloga?
 To trochę długawa historia ale w skrócie to było tak: Jako mały brzdąc od zawsze lubiłam wymyślać sobie takie historyjki z wiekiem zaczynałam je zapisywać w swoich zeszytach. Tak powstało kilka fajnych pomysłów jednak nigdy ich nie dokańczałam. Zawsze coś stawało mi na drodze i zazwyczaj była to moja nie pewność czy mi to w ogóle wychodzi i jaki jest sens pisania tego w zeszycie. Przeglądając internet natrafiłam na bloga pewnej dziewczyny z opowiadaniami zaczęłam czytać, znalazłam inne i się w tym zagłębiłam. Pewnego dnia zaczynając pisać kolejną historie pomyślałam : Dlaczego by nie podzielić się moją wyobraźnią z innymi ? Może ktoś oceni to i okaże się czy pisze dobrze czy źle. I w ten o to sposób stworzyłam tego bloga i dzielę się z wami moją wizją, która mam nadzieję, że się podoba. : )

11. Jaki jest twój ulubiony blog?
Hmmm.. Mój ulubiony blog.. Bardzo polubiłam historię o niewidomej dziewczynie, która wiele przeżyła a na swojej drodze spotyka 1D, którzy bardzo pomagają dziewczynie. Autorka tego bloga ma naprawdę wielki talent i wspaniale pisze oraz rozwija wątki opowiadania. I z miłą chęcią polecę bloga Kate Stylees 


A tak poza tym to z racji, nadchodzącego szybkimi krokami Sylwestra (bo to już jutro) chciałabym życzyć wszystkim czytelnikom oraz użytkownikom blogger'a Szczęśliwego Nowego Roku i udanego Sylwestra aby ten rok był jeszcze lepszym dla nas wszystkich niż dotychczasowy. A tym, którzy urządzają go u siebie w domu (tak jak Ja ) życzę małych szkód i sprzątania następnego dnia. : *

Jeśli ktoś ma jakieś pytania do mnie to zapraszam na mojego ask'a : http://ask.fm/SDreaaams

Jeszcze raz Szczęśliwego Nowego Roku
Pozdrawiam
Dreaaams ♥!





niedziela, 16 grudnia 2012

#9 cz.3 I #10



Z Niall'em i resztą ale przede wszystkim z nim spotykałam się codziennie. Nie spędziliśmy ze sobą zbyt wiele czasu, jednak tyle w zupełności wystarczyło mi do tego, by się do Nich a przede wszystkim Niego przywiązać. Chcieliśmy spędzić ze sobą jak najwięcej można było czasu, w końcu pobyt na Mazurach kończył się a to oznaczało rozstanie. Rozstanie, którego nie chciałam tak samo jak Gabrysia nie chciała rozstawać się z Harrym. Zakochała się , chyba pierwszy raz w życiu widziałam, żeby ona się zakochała, więc tym bardziej będzie jej ciężko się rozstać niż gdyby to było zwykłe zauroczenie. Spędzała ona cały czas z Harrym tak samo jak pozostałe pary a Maik zaprzyjaźnił się z Malikiem. Co do Zayn'a...hmm...fajny z niego koleś, można powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy. Nie chcę wyjeżdżać poznałam tu wielu wspaniałych ludzi, to były najlepsze wakacje. Wakacje, których nie chciałam, które według mnie miały być najgorsze a tu o dziwo okazały się najlepszymi  jakie tylko sobie mogłam wyobrazić na świecie, a teraz nie wiadomo kiedy się z nimi znowu spotkamy. To już koniec wakacji tutaj.

Te trzy tygodnie minęły nieubłaganie szybko. Szkoda.Nie wiadomo teraz kiedy spotkam się z tymi głupkami i oczywiście Naill'erem bałam się, że wraz z wyjazdem to się skończy jednak obiecaliśmy sobie, Że będziemy pisać, dzwonić a On gdy będzie mógł to przyjedzie do mnie.Z drugiej zaś strony tęskniłam  za domem, dziadkami i przyjaciółmi z klasy.
Wybory zawsze są trudne, szkoda tylko ,ze jednego i drugiego nie można ze sobą powiązać. Ehh...Dobre chwile mijają szybko a czas biegnie jak szalony.Zatrzymać go jednak nie możemy  Po trzech tygodniach wygłupów,rozrywek,imprez przy ognisku i wielu ,wielu innych nadszedł czas na rozstanie się  Bolesne rozstanie się niestety. Zdarzyłam się przez ten czas dobrze zaprzyjaźnić ze wszystkimi, zresztą Oni z nami  też. Jedyne co mnie pociesza, to wiele pamiątek z tych wczasów w postaci zdjęć.Wiem ,że niektóre z nich ukarzą się światu i będą wstawione na takie portale jak : Facebook tt, instagram i może jeszcze jakieś inne. A może ktoś je zobaczy, zadzwoni do mnie i powie, że są świetne albo chociaż bardzo dobre i zaproponuje mi jakiś staż fotograficzny czy jak to się tam nazywa. I znowu zaczęłam marzyć. Ale co innego mi pozostało gdy siedzę już w aucie i odjeżdżamy. :( . To już koniec wakacji , wakacji z chłopakami z nowymi przyjaciółmi, koniec wakacji na Mazurach gdzie poznałam wspaniałych ludzi i o których nigdy nie zapomnę  Koniec codziennych spotkań z Naill'em... :(. 
Ale  to dopiero początek wakacji w Londynie, miejsca do którego zawsze chciałam pojechać a nawet tam zamieszkać. Ale jeszcze wszystko przede mną. Z rozmyślań wybudził mnie dźwięk SMS-a. Sięgnęłam po telefon, odblokowałam ekran i moim oczom ukazała się wiadomość od Naill'a.
"Już tęsknię <33"
Nie minęło 15 minut a on już napisał jest taki kochany.
"Ja też tęsknie. Czekam do kolejnego spotkania :** "
" Spotkamy się jeszcze, obiecuję.^^ A jak na razie pozostaje nam telefon "
Wymieniliśmy jeszcze trochę esemesów, podobnie jak Gabi podejrzewam z Hazzą. Podróż ciągnęło się i była dosyć męcząca. Siedzenie w piątkę w samochodzie osobowym przy 30 stopniowym upale nie  jest dobrym rozwiązaniem. Jednak jakimś cudem udało mi się usnąć.


   ROZDZIAŁ 10  


Właśnie zbierałam się z zamiarem zjedzenia obiadu, kiedy poczułam wibrowanie telefonu, w tylnej kieszeni moich spodni , oznaczające przyjście nowej wiadomości.Spojrzałam na wyświetlacz "Naill <3" od razu uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Odczytałam wiadomość, trochę mnie zdziwiła no bo przecież już jest ta godzina. Wiem, że lubię poleniuchować no ale bez przesady no i skąd on o tym wiedział. Wcześniej nie wspominałam mu o tym.

"Witaj piękna.Nie obudziłem ? :**"

"Heej. Nie obudziłeś wiem, że długo śpię ale jest już 15"
Może to miał być żart. Sama nie wiem. Zresztą to nie ważne. Ważne jest to, że się odezwał i mogę z nim popisać. Już po chwili otrzymałam odpowiedź.
"W takim razie jakie plany na dzisiejsze popołudnie. Tęsknię. xx"

"Najprawdopodobniej idę z Gabi i Maik'iem na imprezę nad basenem u przyjaciela. A Ty co zamierzasz robić? ;* Ja też tęsknię. xx"

"A my robimy z chłopakami małą imprezkę. Szkoda, że Cię tu nie będzie :("

"Na pewno będziesz się dobrze bawił. Ja też żałuję, że Ciebie nie będzie ze mną. Pozdrów chłopaków. xx"

"Oni też Cię pozdrawiają. Wiesz ja muszę się zbierać musimy trochę ogarnąć w domu i jechać na zakupy. Napisze potem :**"

"Miłej zabawy. Oki. :* "

"Nawzajem . Pa ;* "


No i z jednego SMS wywiązała nam się mała konwersacja. Czyżby chłopaki byli u niego w domu. Wiedziałam, że spędzają ze sobą wiele czasu bo mi o tym wspominał. No ale w sumie organizują imprezę to muszą się przyszykować. Ehh... nie będę się doszukiwać w tym czegoś dziwnego jak to mam w zwyczaju. Mimo, iż nie chcę i tak zawsze wyszukuje w czymś drugiego dna. To chyba przez ten brak zaufania. No ale nic w tym dziwnego, że o tej porze chłopcy są u niego. Gabi i Maik często przebywali u mnie całymi dniami tak samo jak Ja u nich. Nie wiem czemu mnie to zdziwiło. Chyba nie powinnam za dużo  myśleć. Z tego wszystkiego wystygła mi zupa i muszę ponownie ją podgrzać.


~*~

- Gdzie ona jest i dlaczego nie odbiera tego telefonu. ? - zadawałam pytania do przyjaciela, który wiedział tyle samo co ja. - Jak ja mam się ubrać bez jej pomocy?
-Dziewczyno masz tyle ciuchów, że masz problem z decyzją a nie brak ciuchów. Weź pierwsze lepsze rzeczy z wieszaka i już. - No tak przecież dla niego to jest takie proste. Chłopcy mają za łatwo. Im wystarczą spodnie i koszulka czy koszula. A my ? Dziewczyny ? My musimy się nagłowić co wybrać jaką koszulkę, spodnie,  a do tego odpowiedni pasek no i oczywiście co najważniejsze jakie buty.
-Myślisz, że to takie proste w takim razie proszę wybierz mi jakiś zestaw. Geniuszu!
-Już jestem!! - usłyszałam krzyk przyjaciółki dochodzący z dołu. A już po chwili mogłam zobaczyć jej lekko zaczerwienioną twarz i zdecydowanie usłyszeć zdyszany oddech. - Co Ty jeszcze nie gotowa? - pytała patrząc na mnie, jakby to było takie nie oczywiste zważając na to, że stałam koło sterty wywalonych na podłogę ciuchów  w samym staniku i bokserkach. - Dobra już Ci pomogę coś znaleźć. - Eureka! Nareszcie ktoś wpadł na tak genialny pomysł.  Jestem uratowana. :)
Po kilku minutach przeglądania mojej garderoby i patrzenia się na moje ciuchy, buty i wszelkiego rodzaju dodatki przyjaciółka skompletowała mi taki o to zestaw.
Gabrysia doskonale znała mój styl i wiedziała, że lubię aby było dziewczęco,  ale jednocześnie na luzie.Właściwie nie miałam, żadnych wątpliwości, że dobierze ona go idealnie jak dla mnie. Zawsze ubierałyśmy się nawzajem. Strój od razu przypadł mi do gustu tak więc szybko poszłam do łazienki aby się przebrać, gdyż i tak byliśmy już spóźnieni. Upięłam włosy w wysokiego kucyka i byłam gotowa. Malować się nie musiałam, zresztą to impreza nad basem więc malowanie się byłoby głupim pomysłem.

Już po kilku minutach staliśmy pod drzwiami Kacpra naszego kolegi z klasy. Kiedy tylko otworzył drzwi przytuliłam go na powitanie po czym zrobiłam to samo z wszystkimi obecnymi już osobami, w końcu nie widzieliśmy się trzy tygodnie. Miałam prawo się stęsknić. Przez otwarte drzwi balkonowe udaliśmy się na taras gdzie  kolejni nasi znajomi przygotowywali napoje, drinki i różne przekąski. Postanowiliśmy iść usiąść do altanki znajdującej się obok basenu. Niestety ani mi a ni Maik'owi nie było dane dojść tam całym i suchym, gdyż nasi jakże wspaniali znajomi postanowili rozpocząć zabawy w basenie co wiązało się z wrzucaniem wszystkich po kolei do niego.

Bardzo dobrze się bawiłam, śmialiśmy się chlapaliśmy wodą gdy przypomniałam sobie o tym, że Naill miał się odezwać. Wychodząc z basenu zastanawiałam się gdzie mogłam położyć swój telefon i klucze od domu. "Zaraz, zaraz ja ich nigdzie nie odłożyłam. Przez cały ten czas telefon znajdował się w kieszeni moich spodni a to oznaczało, że jest już cały mokry i zalany. O ja durna! Dlaczego nie  pomyślałam i nie zostawiłam go w domu Kacpra jak to zazwyczaj robiliśmy gdy miała być impreza nad basenem.  Ale oczywiście gdzieżbym ja o tym pomyślała. No nic teraz już nic z tym nie zrobię idę go położyć na stoliku może zacznie działać." Ta teraz o tym pomyślałam kiedy już jest po fakcie. Cała ja. Jak widać Maik chyba też zorientował się o tym, że właśnie przed kilkoma minutami utopiliśmy nasze telefony bo tak jak ja postanowił je odłożyć na słonce aby wyschły.
-Nie przejmuj się jeśli nie będą działać jutro pojedziemy kupić nowe. Zadzwoń do mnie koło 13 to pojedziemy.
-Inteligencie! Jak ja do Ciebie zadzwonię z nie działającego telefonu. Hahhaha
-No fakt :D to wpadnę do Ciebie o 13 i wtedy się zobaczy.



Skoro i tak byłam już mokra zdjęłam ciuchy, które też wystawiłam na wyschnięcie i w stroju kąpielowym wraz z Gabrysią wskoczyłyśmy do wody aby znowu dobrze się bawić. Myślałam o tym co Naill pomyśli jeśli mu nie odpiszę ale właściwie to może on zapomnieć przecież oni też mają dziś imprezę a jeśli napisze to jutro mu wszystko wyjaśnię. Nie powinien się obrazić. Na pewno zrozumie. Przyjaciel podkręcił muzykę, i dalej bawiliśmy się w basenie, chlapiąc wszystkich, pływając na materacach wyglądających jak jakaś kaczka,inni tańczyli na trawie i tarasie, a jeszcze inni robiła zdjęcia, jak to bywa u nas w zwyczaju zawsze musimy mieć jakąś pamiątkę zwłaszcza, że ta Impreza jest taką pożegnalną dla naszej klasy i ogólnie zakończenia gimnazjum. Tak więc pamiątka musi być. Kiedy już zrobiło się nie co chłodniej wyszliśmy z basenu i dalej dobrze się bawiliśmy. Do domu wróciłam koło godziny 24. Dobrze się bawiłam ale ta impreza wykończyła mnie bardzo, więc zaraz po powrocie rzuciłam się na łóżko i usnęłam.

"Oby działał, oby działał" to pierwsza myśl jaka przyszłą mi do głowy zaraz po przebudzeniu. No dobra była to druga gdyż pierwszą było jak zwykle "Która godzina?" jednak po spojrzeniu na wyłączony telefon tamta szybko pojawiła się w mojej głowie. Przytrzymałam chwilę przycisk włączający telefon i zaświecił się ekran. Moje szczęście było wielkie, gdyż miałam nadzieję na odczytanie wiadomości, którą miałam dostać od Naill'a. Jednak radość ta, zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Mimo, iż telefon się włączył a ekran zaświecił nie było możliwości ujrzenia ekranu startowego, menu czy innych ikonek, które powinny tam być. Wyświetlacz pokazywał tylko jedną jedyną rzecz. Niebieski kwadracik pokrywający cały ekran mojego dosyć nowego, jednak teraz już bezużytecznego telefonu. Niestety będę musiała kupić nowy. O 13 pojedziemy z Maik'iem na miasto i będę mogła odczytać wiadomość od blondyna a może nawet uda mi się z nim popisać. A właśnie, "która jest godzina ?" znowu powróciła pierwsza myśl z mojego poranka, który jak prawie zawsze gdy jest wolne okazał się popołudniem. Godzina 12.23 jak dla mnie jest to jeszcze część ranka jednak dla wszystkich innych normalnych ludzi to oznacza już popołudnie. Ale w dzisiejszym dniu dla mnie oznacza to, że na wyszykowanie się i zjedzenie śniadania zanim przyjdzie mój przyjaciel mam jakieś pół godziny. Toteż zebrałam się szybko z łóżka i udałam do szafy aby wybrać jakiś zestaw na dzisiejszy wypad na miasto. Jeszcze szybkie zerknięcie przez okno aby ocenić jaka pogoda i mogłam zabrać się do wyboru ciuchów. Po chwili kierowałam się do łazienki z takim o to zestawem. Wzięłam szybki prysznic, wytarłam się moim mięciutkim ręcznikiem po czym założyłam na siebie przygotowane ciuchy. Spryskałam się moimi ulubionymi perfumami o zapachu owocowym a włosy upięłam w niedbałego koka.  
Gotowa zeszłam na dół i zjadłam kanapkę przyszykowaną przez mamę. Opowiedziałam jej o wczorajszej historii związanej z  zabójstwem telefonu i poprosiłam o pieniądze na nowy.
Udałam się w stronę drzwi , zbierając po drodze klucze, portmonetkę z pieniędzmi na zakup nowego telefonu i kilkoma innymi drobiazgami, które koniecznie muszą znajdować się w mojej torebce np. słuchawki bez, których nigdzie nie wychodzę.
-Hej Maik - powiedziałam radośnie jeszcze za nim otworzyłam drzwi. Wiedziałam, że tam czeka, gdyż wcześniej obwieścił to dźwięk dzwonka. - Mamo wychodzę! - krzyknęłam po czym wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i razem z przyjacielem udałam się w stronę przystanku autobusowego. 

Na naszą dzisiejszą "karoce" nie musieliśmy długo czekać, jak to zazwyczaj bywa. Po 10 minutach jazdy byliśmy w samym centrum miasta. Udaliśmy się do pierwszego salonu z telefonami. Od razu w oko wpadł mi śliczny biały Iphone, którego już od jakiegoś czasu chciałam sobie kupić.  Tak więc szybko zdecydowałam się na jego zakup oraz kilku fajnych etui między innymi z wzorem aparatu, czerwony z napisem Call ME! oczywiście nie mogło zabraknąć motywu flagi brytyjskiej.  Maik zdecydował się na czarne Blackberry. Z zakupionymi telefonami udaliśmy się do kawiarenki gdzie oczywiście już musieliśmy wypróbować nasze nowe nabytki. Włożyłam swoją starą kartę do telefonu jednak nie było tam żadnej wiadomości od Naill'a z racji iż karta nie działała. 
-No to musimy kupić nowe startery. - ogłosił przyjaciel wyjmując mi te słowa z ust.
- Twoja też nie działa.? W takim razie chodźmy od razu do sklepu.
Kupiliśmy nowe karty, włożyliśmy je do telefonów i powoli udaliśmy się w stronę przystanku. W między czasie wbiłam wszystkie numery telefonów, które pamiętałam na pamięć. Czekając na autobus napisałam wiadomość do Naill'a.

"Hej. Mam nowy numer, gdyż utopiłam swój telefon. :P Andzia xx"

Miałam nadzieję, że chłopak szybko odpisze jednak ani raport potwierdzający dostarczenie ani, żadna wiadomość zwrotna nie przychodziła już od ponad godziny. "Może ma rozładowany telefon" pomyślałam. Zdecydowałam, że poczekam do jutra jeśli nie odpisze to spróbuję do niego zadzwonić. A teraz poproszę Gabi aby zapytała Harrego co u nich i czemu Naill nie odpisuje. Mijając budynek mojej ulubionej cukierni zastanawiałam się dlaczego blondyn nie odpisuje ani nie dzwoni. Zatrzymałam się przed drzwiami białego budynku z bladoróżowym szyldem z napisem "Marry cake's " czyli przed wejściem do cukierni, którą prowadziła bardzo miła kobieta w starszym wieku. Marry, bo tak właśnie miała na imię owa pani , była bardzo miłą, wesołą staruszką. Bardzo ją lubiłam i zawsze z przyjaciółmi przesiadywaliśmy w tej cukierni razem z Marry pomagając jej i rozmawiając. Opowiadała nam o swoim mężu, który zmarł kilka lat temu  oraz dzieciach i wnukach. Nie widywała ich zbyt często gdyż  5 lat temu cała rodzina wyprowadziła się do Włoch aby prowadzić tam własny interes dlatego też kobieta traktowała nas jak i wszystkie dzieci z naszej okolicy jak własne wnuki. 
Postanowiłam kupić kilka przepysznych eklerków dla siebie i przyjaciółki. 
-Dzień Dobry Pani - mówiąc to weszłam do dosyć dużego pomieszczenia z kilkoma stolikami po obu stronach i ladą z różnorodnymi wypiekami na przeciwko wejścia. Moje przyjście oświadczył również pluszowy świstak zawieszony na framudze drzwi, który zawsze gdy wyczuł jakiś ruch wydawał z siebie fajne dźwięki. 
- Angeliko tyle razy Ci mówiłam, mów mi po imieniu. Nie jestem jeszcze taka stara. 
Czy wspominałam już, że Marry nie lubiła jak mówi się do niej na per Pani. Nie ? W takim razie już to wiecie. Jednak jakoś nigdy nie umiałam przyzwyczaić się aby do osoby będącej w wieku mojej babci, mówić inaczej niż Pani. Chociaż ostatnio coraz częściej zdarza mi się zwracać do niej Marry, gdyż kobieta zawsze mnie poprawia. 
-To co dla Ciebie kochaniutka? - zapytała kobieta z uśmiechem na ustach. Kochała swoją prace. Kochała to, że dzięki swoim wypiekom potrafi wywołać uśmiech na twarzach wielu osób.
-Poproszę dziesięć eklerków. : )
- Eklerki, eklerki no tak twoje ulubione eklerki.. Smacznego. - powiedziała, wręczając mi pudełko ze smakołykami. Zapłaciłam za te pyszności i udałam się ku wyjściu. 
-Do widzenia Marry. - posłałam jej jeszcze ciepły uśmiech i wyszłam z cukierni.
Po przejściu kilkudziesięciu metrów znajdowałam się pod domem przyjaciółki. Weszłam po kilku schodach i bez pukania czy dzwonienia dzwonkiem weszłam do małego przedpokoju prowadzącego do salonu. Zdjęłam swoje buty i udałam się do kuchni.
-Dzień dobry. -przywitałam się z mamą Gabrysi , częstując ją zakupionymi przed chwilą eklerkami.
-Witak kochanie. Gabrysia jest u siebie już się szykuje. 
-To ja do niej pójdę. - skierowałam się do salonu a następnie schodami na piętro do pokoju przyjaciółki. Kolor fioletowy  ścian oznaczał, że na najbliższy miesiąc to jest własnie jej ulubiony. Tak dobrze Ci się wydaje na miesiąc. Przyjaciółka bardzo często zmieniała wystrój pokoju i zazwyczaj utrzymywał się on około miesiąca.  Wszyscy się już do tego przyzwyczailiśmy dlatego też nie zwróciłam na to większej uwagi. Jedyne co mogło zwracać uwagę kogokolwiek to czystość tego pokoju. Gdyby ktoś miał oceniać jaka jest dana osoba  po wyglądzie i porządku pokoju to w stosunku do Gabi bardzo by się pomylił. Na pierwszy rzut oka właściciel takiego pokoju wydaje się być bardzo spokojnym, roztropnym i bardzo zorganizowanym człowiekiem ale w wypadku mojej przyjaciółki ogarnięcie i porządek w pokoju jest wprost odwrotny do niej samej. Dziewczyna jest bardzo szalona, spontaniczna, zwariowana i często można powiedzieć wybuchowa taki wulkan energii i pomysłów oczywiście jak się można domyślać zazwyczaj nie zbyt rozsądnych. ale to właśnie w większości dzięki jej pomysłom nigdy nie można się nudzić i nazwać naszego życia rutyną. 
- Hejka. Mam eklerki. 
- Boże! - krzyknęła przyjaciółka, lekko podskakując. Jak podejrzewam przestraszyła się.
- Angela miło mi :D - zażartowałam z przyjaciółki. 
- TY CHCESZ MNIE DOPROWADZIĆ DO ZAWAŁU.
- Nieee... no coo ty. Ja ? Gdzieżby tam. Zdaje Ci się. - dalej żartowałam z na wpół ubranej dziewczyny. - Dobra ubieraj się. Masz 5 minut.  Za kwadrans rozpoczyna nam się jazda a na dodatek wiesz jak kocham eklerki. ;> Jeśli się nie pośpieszysz to znikną zanim powiesz ...
-GOTOWA!! - krzyknęła już jak sama stwierdziła gotowa i ubrana przyjaciółka. Wiedziałam, że  zagrożenie zjedzeniem eklerków i spóźnienie się na jazdę, ją zmotywuje. Zaśmiałam się z niej i podałam jej pudełko ze smakołykami. 
- Od wczoraj Naill się nie odzywał. Wiem, że minął dzień ale to trochę dziwne bo zazwyczaj pisał co najmniej kilka razy dziennie. Jak myślisz czemu nie napisał.? 
- Może dlatego, że Ci telefon nie działa. ?
- Ale byłam dziś z Maik'iem na zakupach i kupiliśmy sobie nowe bo jemu też się zepsuł. No i nowe karty. Od razu do niego napisałam, że mam nowy bo tamten zalałam i żeby się odezwał. Ale jak na razie cisza. - mówiłam już trochę zasmucona, gdyż coraz bardziej zaczynało zależeć mi na blondynie i nie zniosłabym gdyby potraktował mnie tak jak mój były lub po prostu przestał się odzywać. - Mogłabyś napisać albo zadzwonić do Harrego i zapytać czemu Naill nie odpisuje.
-Niestety ale nie. Tata zabrał mi telefon bo stwierdził, że skoro go nie odbieram to jest mi niepotrzebny i przez najbliższy tydzień nie ma możliwości aby go odzyskać bo pojechał na jakiż wyjazd z pracy i wziął go ze sobą. Wkurwia mnie to, że rodzice ciągle się czepiają. rozumiem, czasami muszą nas ogarnąć, ale no bez przesady. wymagają dużo, nie myśląc nawet o tym, że może mamy jakieś własne problemy, o których nie chcemy mówić. wydaje im się, że nasze życie jest takie bezstresowe. a przecież kiedyś też byli dziećmi. Zabranie telefonu za to, że raz od niego nie odebrałam to nic złego. Poza tym nie mam zapisanego jego numeru służbowego tylko normalny a on zawsze mi przypomina aby nie odbierać od nieznajomych. Ale jak mu wypomniałam, że od nieznajomych nie odbieram to się wkurzył i mi zabrał. Chciałabym Ci pomoc ale sama widzisz, że nie mam jak.
- No okey, nie ma sprawy. - uspokoiłam przyjaciółkę, której ciśnienie lekko podskoczyło. Ostatnio jej relacje z Tatą nie były zbyt dobre, ciągle dochodziło między nimi do spięć. A sprzeczki były wywołane byle czym dlatego wcale nie zdziwiło mnie, że się pokłócili.  " To już wiem czemu wczoraj nie odbierała jak do niej dzwoniliśmy."   -Dobra zbierajmy się już bo zaraz mamy być w stadninie. 
Szybko zeszłyśmy na dół , pożegnałyśmy się z mamą Gabrysi i pobiegłyśmy w stronę stajni. Mieszkałyśmy na małym osiedlu na pobrzeżach miasta, więc do stajni miałyśmy  kawałek. 
Już po chwili byłyśmy na miejscu, gdzie znajdował się też Maik, zawsze mieliśmy razem jazdy, przygotowaliśmy swoje konie i wyjechaliśmy na ujeżdżalnię.  Gabrysia piękną gniadą klacz "Rite", Maik białego ogiera "Fokusa" a ja mojego ukochanego gniadego wałacha "Ciapka". Jazda minęła nam bardzo szybko   wszyscy ćwiczyliśmy skoki i przygotowywaliśmy się do konkursu, który miał się odbyć pod koniec wakacji. Po 2 godzinach jazd rozsiodłaliśmy nasze wierzchowce i wypuściliśmy na pastwisko do innych koni. A sami udaliśmy się do naszej instruktorki aby jej pomoc przy myciu koni oraz sprzątaniu stajni.Kiedy już z wszystkim się uporaliśmy każde z nas udało się do 

swojego domu aby wziąć prysznic i przygotować się na ognisko, które 
organizowaliśmy dla kilku najbliższych znajomych. 

 O godzinie 18.15 byłam już czyściutka, pachnąca i gotowa do wyjścia. Chwyciłam do ręki jeszcze bejsbolówkę i udałam się w stronę pobliskiego lasku gdzie miało się to ognisko odbyć. Na miejsce doszłam po jakichś 15 minutach i już z oddali słychać było śmiechy przyjaciół. Przywitałam się z wszystkimi i usiadłam przy ognisku. Graliśmy na gitarze mimo, iż nie każdemu to wychodziło wszyscy i tak chcieli spróbować. Opowiadaliśmy  przeróżne kawały, śmieszne historie oraz te straszne. 
Leżąc w łóżku podsumowałam sobie cały dzień i mogę stwierdzić, że świetnie się bawiłam i mogę ten dzień zaliczyć na duży "+" mimo szczegółu,że Naill'er się nie odzywa. Jutro spróbuję do niego zadzwonić a jeśli nie odbierze to trudno jego strata.  W tym postanowieniu postanowiłam zostać i poszłam spać.

______________________________________________________________
Taak wiem rozdział miał być wczoraj ale jest dziś. Niestety inaczej nie dałam rady i nie miałam czasu aby go napisać. Dopiero dziś  skończyłam. Z pewnych przyczyn się to wydłużało a m. in. brak czasu i brak weny. Nie powiem kiedy będzie następny bo sama tego nie wiem a nie chcę obiecywać jeśli wiem, że tego nie dotrzymam. Tak więc jedyny warunek jaki wy musicie spełnić to 10 komentarzy pod rozdziałem. 
Przez ten tydzień mam cały czas sprawdziany mimo, że próbne się skończyły. Ale potem już będzie wolne tak więc postaram się coś więcej napisać w przerwie świątecznej aby w razie potrzeby mieć kilka rozdziałów więcej do przodu. 
A w zadość uczynienie, że tak długo czekaliście na dalsze losy bohaterów macie taki o to długi rozdział. Starałam się go napisać jak najdłuższego abyście mieli co poczytać. 

Pozdrawiam 
Dreaaams