niedziela, 8 grudnia 2013

Zakryłam twarz rękoma, osłaniając się przed Jego kolejnym wybuchem. miewał czasem ataki nagłej złości, głównie powodowane ślepą zazdrością. Ale to nie mogło tłumaczyć jego zachowania.
- To nie tak jak myślisz, jest tylko moim kolegą!
- Tak, a kiedy mnie nie ma pewnie pieprzysz się z nim po kątach! - krzyknął mi w twarz, zadając kolejny cios. zwinęłam się z bólu, dławiąc własnym szlochem. 
- Nic nie rozumiesz! Tylko rozmawialiśmy! Tylko ciebie kocham... - mówiłam zachrypniętym, drżącym głosem. 
- Myślisz, że ci uwierzę ? Ty mała dziwko ! - warknął po czym rzucił mnie na podłogę. przeleciałam przez pokój, potrącając stolik. wazon spadł tłukąc się na tysiące kawałków. 
- Ja nie... - zaczęłam, ale już stał nade mną. 
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do żadnego faceta, bo pożałujesz, wstrętna suko ! Jesteś tylko moja ! - wrzasnął, po czym łapiąc za włosy uderzył moją głową o podłogę. usłyszałam jeszcze trzask drzwi wejściowych. Ciemność to ostatnie co pamiętam. Straciłam przytomność.

Kiedy otworzyłam oczy, a raczej starałam się wykonać tę czynność co oczywiście okazało się być wielkim błędem, poczułam ogromny ból. Nie widziałam światła, które powinno mnie razić gdy otwierałam moje oczy. Nie widziałam nic. Czułam tylko ten niewyobrażalnie straszny ból w głowie i klatce piersiowej. Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Bałam się. Czy to już jest koniec ? Mój koniec ? Czy to się ma tak skończyć. Przecież nie mam nawet osiągniętych 18 lat. Moje życie powinno trwać jeszcze długo. Tak wiem, takie rzeczy to tylko w marzeniach. Wiedziałam, że nie będzie kolorowo. Wiedziałam, że moje życie nie będzie tak pięknym i udanym jak na tych wszystkich bajkach, które w dzieciństwie puszczała mi moja rodzicielka. Ale nie sądziłam, że skończy się ono tak szybko...





No dobra to czas coś zjeść stwierdziłam kiedy usłyszałam burczenie w moim brzuchu. Co by tu zrobić. Hmmm.. jest ser, pomidor... gdzie to jest... kurcze, no musi jeszcze być.... JEST! krzyknęłam z radości po odnalezieniu mojej ulubionej wędliny.  No to będę kanapeczki a'la Gloria i pyszna, ciepła herbatka z sokiem malinowym. ;)
Z przygotowaną kolacją usiadłam na kanapie i rozkoszowałam się tym może zwyczajnym ale bardzo dobrym posiłkiem. Kiedy skończyłam jeść, wzięłam swojego niebieskiego laptopa na kolana i przeglądałam Tweety osób obserwowanych przeze mnie.... Kilka Magdy o tym  co dziś kupiła w galerii, parę innych znajomych i mnóstwo tweetów Niall'a Horana. Tak od czasu rozmowy z Angeliką postanowiłam go obserwować i połączyć ich w jeszcze nie wiem jaki sposób, ale z pewnością coś wymyślę...

"Speak up, please. I miss you. ;c "   ["Odezwij się, proszę. Tęsknie ;c"]
"You know what it's like to feel alone in the crowd, the loss of only one person? " ["Wiecie jak to jest się czuć samotnym w tłumie, tracąc tylko jedną osobę"]
"I feel ... I do not know ... I miss you."[" Czuję się..... nie wiem.... tęsknie "]
"I've tried to ask myself,
 Should I see someone else?
I wish I knew the answer"

Tych kilka tweetów oraz kawałek piosenki wskazywał, że tęskni za kimś. A ja wiedziałam za kim. Pozostało mi tylko wymyślić co zrobić aby ich drogi z powrotem się zeszły.
Włączyłam sobie utwór Ed'a przy, którym zawszę wpadał mi do głowy jakiś genialny pomysł a przynajmniej jakikolwiek pomysł.. :) I jak zawsze nie zawiodłam się na "The a team". Mam nadzieję, że to wypali.
Od razu sięgnęłam po mój telefon i wybrałam numer do mojej nowej znajomej.
-Słuchaj Endżi, co powiesz na wypad na jakąś sesję zdjęciową za miasto ?? - rzuciłam prosto z mostu gdy tylko usłyszałam, że odebrała telefon.
- Hej Gloria. Mi też miło Cię słyszeć - zaśmiała się dziewczyna - Myślę, że podoba mi się ten pomysł, tylko najpierw idę do fryzjera, muszę w końcu skrócić grzywkę. Jestem umówiona na 13 to może wpadnę do Ciebie od razu jak wrócę..
-Okej.. To do zobaczenia.
Wszystko idzie zgodnie z planem. Udałam się do drugiego pokoju aby naładować baterię w mojej lustrzance i poszukać jakichś stylizacji na dzisiejszą sesję.

Tymczasem w innej części miasta
- Halo.. Czy dobrze się pani czuje?Jak masz na imię ? Ile widzisz palcy ?
- Ja nic nie widzę! - krzyknęłam przerażona - Kim jesteś! Ratunku!Ra...
- Uspokój się. - przerwał mi ten bardzo spokojny ton głosu. - Jesteś bezpieczna. Już wszystko w porządku.
-W porządku ! - krzyknęłam.. Nie wiedziałam skąd we mnie tyle złości i agresji - Nic nie jest w porządku! Nie wiem gdzie jestem! Nie wiem co się ze mną dzieje! Nie wiem czemu nie mogę się ruszyć mimo, iż najchętniej uciekłabym jak najdalej. I najważniejsze nie wiem dlaczego nic nie wiedzę! - Wykrzyczałam, zalewając się łzami - I kim ty do cholery jesteś?!
- Proszę się uspokoić. Jestem Doktor Matias Giraldi.
- Doktor ? Czy ja jestem w szpitalu  ? - byłam w szoku
- Tak wylądowałaś tutaj ze wstrząśnieniem mózgu, uszkodzonymi nerwami wzrokowymi i rdzeniem kręgowym.. Jesteś w bardzo poważnym stanie. Jak na razie czekam na wyniki badań i potwierdzenie czy jest szansa na to abyś odzyskała wzrok.
- Słucham! Czyli, że mogę już nigdy nie widzieć.! - byłam zła, bardzo zła, można powiedzieć, że byłam wściekła. Nie mogę pojąć dlaczego to zawsze mnie musi spotykać. Będę kaleką do końca życia. Boże za co Ty mnie tak karzesz. Czy nie dość się już wycierpiałam.?
- Oczywiście jest taka możliwość ale powinniśmy być dobrej myśli. Lizzy jeszcze nic nie jest przesądzone. A teraz proszę abyś się uspokoiła. Stres nie wpływa dobrze na Twój stan i z pewnością nie pomoże Ci dojść do siebie z tych wszystkich uszkodzeń. Odpoczywaj zaraz przyjdzie do Ciebie mój praktykant Janek, jeżeli będziesz czegoś potrzebować śmiało możesz go prosić na pewno Ci chętnie pomoże.
Strach. Ból. Lęk. Obawa. Złość, Przerażenie, Zdezorientowanie.. tak wiele uczuć, które otulały mnie w tej chwili, trzymały się w mojej głowie nie możliwie mocno i mimo prób myślenia o czymś innym, wyrzucenia z głowy obaw i lęku o tym jak teraz będę żyć, co zrobię nic nie pomogło.
Dlaczego ja tam wróciłam. Dlaczego ponownie dałam się zranić tym razem  i fizycznie. Przecież mogłam się domyślić, że tak będzie. Mimo to ja chciałam ponownie mu zaufać, miałam nadzieję, że coś zrozumie, że się zmieni. Niestety do niego nic nie dociera. Nie ma sensu próbować, starać się, ufać jeżeli to i tak nie pomoże. Czasem danie komuś drugiej szansy jest jak danie mu drugiej kuli, bo nie trafił Cię za pierwszym razem. Coś podobnego zrobiłam ja wracając do tego domu. Już nigdy więcej. Obiecuję.



- No siema! To co lecimy na te foty ? Tak dawno nie byłam na sesji przydałoby się coś nowego. - i w ten o to sposób dowiedziałam się o obecności Angeliki w moim domu.  Znamy zaledwie kilka dni a ta czuje się w moim mieszkaniu jak  u siebie.. W sumie sama kazałam jej przychodzić kiedy chce i robić co chce, więc mnie to aż tak nie dziwi. No i wiedziałam, że nie długo przyjdzie. Jednak możecie sobie wyobrazić jak bardzo byłam zaskoczona kiedy wparowała mi do pokoju nie uprzedzając o tym a ja byłam owinięta tylko fioletowym ręcznikiem. A krople niewytartej wody spływały po moim ciele.
- O sorka. - zaczęła ponownie szatynka z wielkim bananem na twarzy - Teraz powoli się wycofuję, zamykam drzwi i... hahahahahah...
- Czy ja naprawdę wyglądam aż tak śmiesznie w samym ręczniku ?
- Nie. Ale Twoja mina jest rozbrajająca hahaha...
- Śmiej się, śmiej... Zaskoczyłaś mnie ... to co się dziwisz.
- Dobra, dobra już się nie tłumacz tylko ubieraj. Idę po jakieś ciacho do kuchni, mam nadzieję, że masz. I wracam, tak więc wiesz szykuj się.
Wiedząc, że dziewczyna zdolna jest do bardzo szybkiego wparowania do pokoju z jabłecznikiem w dłoniach, pośpiesznie wytarłam się i założyłam czarną bieliznę. Przyszedł czas na wybór ubrań.
- Mmm.. ale to jest pyszne. Sama robi... . No, no, no wyglądasz jak mrraśna kociczka w tej koronkowej małej czarnej hahaha... - co w jakiej małej czarnej? - hahaha...
- Widzę dobry humorek dopisuje.
- hahahah
- Dziewczyno co ty masz w głowie. Ogarnij się. - sama nie mogłam się powstrzymać aby wybuchnąć śmiechem, jej pozytywny humor i energia jaką emanowała jest bardzo zaraźliwy
- ha ha ha....nie no naprawdę bardzo sexi Ci w tej małej czarnej bieliźnie...
- Angela ryjesz mi psychikę.. Ja jednak nie chcę wiedzieć co Ty masz w głowie. Wiem jedno na pewno masz tam ciekawie. - po czym wybuchłam razem z nią niepohamowanym śmiechem.
- Dobra.. już ogar... - zaczęła po pewnym czasie szatynka ze łzami w oczach - ubieraj się i lecimy.
- Ty też się przebieraj. Tam masz ciuchy. - wskazując na fotel, zebrałam swój zestaw i zaczęłam się ubierać. Do czarnej torebki wpakowałam aparat. Razem wybrałyśmy jeszcze kilka zestawów i postanowiłyśmy ruszać. Wsiadłyśmy w mój samochód i ruszyłyśmy
na obrzeża miasta gdzie znajdował się stary zamek w o dziwo bardzo dobrym stanie. To tam postanowiłyśmy wykonać jedną z sesji plenerowych. Widok był cudowny a zdjęcia wychodziły wręcz magiczne. Było bardzo wesoło i cały czas było pełno śmiechu jak to bywa z Angelą o czym się już zdarzyłam przekonać.
- No dobra... To teraz bądź drapieżna. No wiesz jak lwica walcząca o swoje kociaki... Super.
- I jak wyszło ?
- No powiem Ci, że  charakterek na tych zdjęciach to Ty masz Angela. No ale wiesz ja to bym zrobiła Ci jakieś takie bardziej urocze zdjęcie. No wiesz takie dziewczęce.
- No spoko.. możemy spróbować.
-TO na co czekasz dawaj uroczą minkę taka słodziusią jak ciasteczka babuni.
-Hahaha... nie rozśmieszaj mnie
- No tak już będę poważna a ty pozuj.
...
-Ej ale to miało być urocze... A teraz to masz w sobie tyle uroku co zdechła dżdżownica :P - wiedziałam, że mi się za to oberwie ale nie mogłam się powstrzymać. Tak już po prostu mam kiedy jakiś obraz pojawia mi się w głowie to mówię szybciej niż pomyślę.
- Tak się bawisz... czekaj, czekaj zaraz coś wymyślę.. hah
- Wiesz używanie mózgu nie boli aż tak strasznie, możesz śmiało spróbować.
 - Oooo już mam .. odezwała się ta co jej chomiki w mózgu grają w ping-ponga!
- Twój mózg zaczął strajk jak doszło do ewolucji.
Latałyśmy tak po zamku i jego ogrodach wymyślając na siebie coraz to głupsze wyzwiska, w końcu obie położyłyśmy się na soczysto zielonej trawie, wśród pięknych kwiatów i śmiałyśmy się same z siebie...
- Wiesz co Endżi ..
-Hmmm..?
- Coś czuję, że przez Ciebie to szybciej wyląduje w białym pokoju bez klamek
- Ja to już wiem od dawna - powiedziała bardzo poważnym tonem i odwróciła głowę z widniejącym na niej bananem jak z Ziemi do Księżyca.
Jeszcze chwilę tak leżałyśmy i wpatrywałyśmy się w czyste niebo z kilkoma obłoczkami niczym z reklamy lodów Big Milk. W końcu wróciłyśmy do jednej z komnat zamku w której zostawiłyśmy rzeczy, zrobiłyśmy jeszcze kilka zdjęć i postanowiłyśmy się zbierać z powrotem do miasta.
Zdjęcia wyszły fenomenalne. Najbardziej spodobały mi się dwa  na przedsionku zamku w pierwszej stylizacji. Od razu postanowiłam je połączył i wstawić na twittera. Przejrzałam też inne zdjęcia oraz wszystkie z sesji Angeliki.
Zdjęcia na którym starałyśmy się ująć jej fryzurę wyszło świetnie. Aż zazdroszczę jej tych cudnych loków. Bardzo spodobało mi się też moje zdjęcie wśród drzew z zaczesanymi włosami do tyłu. W moich oczach na nim dostrzegłam jakąś magnetyzującą siłę, która kazała mi się w nie wpatrywać. Bardzo pomysłowe było ujęcie wiszącego zegara przez Endżi. No i jak zwykle na zdjęciach w stylizacji  bardziej miejskiej również wyszła fenomenalnie. W jej wzroku jest coś takiego co przyciąga niczym magnes. Dziewczyna jest bardzo fotogeniczna i mam wrażenie jakby bardzo dobrze znała się na pozowaniu.

Dalej przeglądałam ujęcia aby żadnego nie pominąć. Właściwie to skromnie mówiąc jesteśmy bardzo fotogeniczne i wszystkie zdjęcia były bardzo ładne.


Jednak zdjęcia bez grzywki w jak już wspominałam cudownych lokach, chyba nic nie jest w stanie przebić. Angelika wygląda na nim uroczo a zarazem z charakterem, spokojnie a jednocześnie w jej spojrzeniu i wyrazie twarzy panuje taka dynamika, że ciężko mi to opisać. Jej każdy gest jest taki wyrafinowany. Sprawia wrażenie jakiejś super modelki. To zdjęcie idealnie nadaje się do mojego planu. Szybko włączyłam internet i zabrałam się do wrzucenia kilku zdjęć na twittera. Z racji iż Endżi go nie ma postanowiłam wstawić powyżej opisane zdjęcie z podpisem " Angela you damn adorable earthworm" [Angela, ty cholernie urocza dżdżownico].
Teraz tylko musiałam sprawić aby Naill Horan to zobaczył. !


______________________________WAŻNE!!!________________________________
Hej wam !
Tak wiem długo mnie tu nie było, żadnego wpisu. Jednak nie zdawałam sobie sprawy, że w szkole średniej jest aż taki zapiernicz. Z racji trudnych dojazdów do domu wracam koło godziny 17 a czasami nawet 19-20. Brak czasu na cokolwiek. Nawet na naukę go brakuje. Jak najszybciej trzeba zdać na prawko i w końcu się uniezależnić od tych autobusów, które u mnie jeżdżą tylko 3 razy na dzień ;( Totalna porażka. Tak jak wspominałam czasu brak na wszystko a do tego rozdziału zabierałam się chyba z milion razy za każdym razem dodając po kilka zdań. No ale w końcu się udało. Chciałabym was zapewnić, że nie zapomniałam o tym blogu, o tej opowieści, która ciągle trwa. Będę się starała pisać rozdziały z mniejszymi odstępami czasu jednak nic nie obiecuję. Co jakiś czas się tu coś pojawi.

Zastanawiam się też nad znalezieniem kogoś do pomocy w pisaniu.Więc jeżeli jest ktoś chętny to proszę się odezwać. Z pewnością się dogadamy.

Pozdrawiam
Dreaaams




piątek, 26 kwietnia 2013

#14 Obudź się księżniczko, to nie sen tylko pierdolone życie .


Siedzieliśmy nad brzegiem pięknej plaży. Przed nami rozciągały się cudowne widoki. Lazurowe morze do złudzenia przypominało kolor jego oczu. Siedzieliśmy tak w ciszy już od dłuższego czasu.Kiedy nagle on wstał, tak bez słowa i udał się bliżej tej cudownej toni, ruszyłam za nim . Stał i nic nie mówił...to nie było dla mnie dziwne gdyż po przednią godzinę przesiedzieliśmy wtuleni w siebie nie zamieniając ze osobą ani jednego słowa. Odwrócił się, ponownie ujrzałam ten cudowny odcień jego tęczówek. Znów w nich utonęłam. Musnął delikatnie moje usta.Jedną ręką odgarnął mi włosy. Staliśmy tak na przeciw siebie. Nasze twarze tak bardzo zbliżone. Jego ciepły oddech owiał mój policzek.. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Mimo, że wkoło byli ludzie nie widzieliśmy po za sobą świata. Kolejne muśnięcie. Przyśpieszone bicie serc. Świat zwariował, pokrył się tysiącem barw, a życie nabrało sensu. 
Chyba właśnie zwariowałam...Przecież to nie możliwe... Czy ja śnie ?



Otworzyłam oczy i zrzuciłam z siebie gruby koc, pod którym zasnęłam dzień wcześniej. Przetarłam oczy, co okazało się dość złym pomysłem, zważywszy na to, że na mojej twarzy były jeszcze resztki makijażu. Położyłam się na plecach i zawzięcie wpatrywałam w sufit, wracając do tego co przed chwilą mi się przyśniło.. Kątem oka spojrzałam na telefon. Nadal nic, żadnej wiadomości od Ciebie, żadnego nieodebranego połączenia.

Dlaczego tak jest, że kiedy całkowicie otworzymy nasze serce dla kogoś, dla jednego zwykłego człowieka, nagle staje się On w naszych oczach kimś lepszym, kimś wspaniałym. Kimś zbyt idealnym by mógł istnieć na prawdę. A gdy sądzimy, że już nich nie może zepsuć tego szczęścia, wtedy ten zwyczajny szary człowiek zadaje nam cios, po którym nie umiemy się pozbierać, choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli podnieść się z powrotem na nogi. Wywiera on taki wpływ, taki mocny, że niemożliwym jest dla nas uśmiechnąć się szeroko i powiedzieć, że to nic. Że nic się nie stało. Że damy radę. Z czasem jednak zaczynamy uczyć się z tym wszystkim żyć, z tym całym bólem po stracie kogoś, kogo uważaliśmy za bliskiego naszemu sercu. Bliskiemu nam. 
Ja chyba dziś wkroczyłam w ten rozdział. Nie płakałam, wszystkie łzy, które były przeznaczone na cierpienie z powodu Twojej nieobecności wykorzystałam. Dziś tylko usiadłam na łóżku, wzięłam głęboki oddech i zdałam sobie sprawę, że nie ma sensu dalej na Ciebie czekać. Zrozumiałam, że po prostu o mnie zapomniałeś i muszę zacząć żyć na nowo. Bez Ciebie.
Tak. Właśnie do takiego wniosku doszłam. Przecież nie mogę cały czas żyć złudzeniami. To już postanowione. Koniec z Tobą, koniec z myśleniem o Tobie, koniec z nie przespanymi nocami, koniec z przepłakanymi dniami. Jeśli się odezwiesz  to wtedy będę myślała nad nami... O ile jeszcze jacyś My jesteśmy. 
Z takim właśnie postanowieniem zebrałam się dziś z łóżka i udałam do mojego azylu. Łazienki... Długa i odprężająca kąpiel to jest to czego teraz potrzebuję, no i może porządne śniadanie, ale to może chwilę poczekać. 
No i jak zawsze moja długa i relaksująca kąpiel okazała się nie taką długą i mało odprężającą. Czy zawsze kiedy chce odpocząć, pobyć sama, tylko ja i moje myśli, ktoś musi mi to przerywać? To już się staje jakąś tradycją... Założyłam na siebie mój puchowy szlafrok, włosy pozostawiłam związane w luźnym koku i wyszłam z łazienki, sprawdzić czego dusza pragnie.


Obok mojej siostry, która wcześniej wołała mnie  tym samym przerywając moją kąpiel, stała Gloria. Przywitałam się z blondynką i zaprosiłam do mojego tymczasowego lokum. 
-Rozgość się, ja tylko pójdę coś na siebie ubrać- rzuciłam do dziewczyny, wchodząc do łazienki. Założyłam moje ulubione dżinsowe szorty, do tego zwykły biały top i tego samego koloru bluzę, po czym wróciłam do dziewczyny.

Zastałam ją przy szafce, na której trzymałam zdjęcia. Jedno z nich trzymała w dłoni i bardzo bacznie mu się przyglądała. Jakby czegoś szukała. Podeszłam bliżej i spostrzegłam, że jest to zdjęcie z Naill'em. Zdjęcie to zrobiliśmy w drodze powrotnej ze sklepu...


-Skąd Ty znasz Naill'a Horana? - spytała z wyczuwalnym zdziwieniem w głosie.
 -Spędziłam z nim i jego przyjaciółmi wakacje... Zaraz, zaraz a skąd Ty wiesz jak on się nazywa ? i kim jest?
- Dziwne by było gdybym nie wiedziała kim jest. 
-Nie rozumiem.
-No przecież to jest ten Naill Horan. - mówiła jakby to była jakaś najbardziej oczywista rzecz na świecie. Jednak ja nadal nie miałam pojęcia, skąd ona go zna. I dlaczego była tak bardzo zdziwiona, dowiadując się, że ja go znam. 
-Możesz jakoś jaśniej ? 
-No przecież on jest w 1D
- 1D ? - spojrzałam na nią z miną "Wtf?!"
- No One Direction. Najpopularniejszy boysband na świecie. Jakim cudem tego nie wiesz skoro ich znasz.
- Co ? Jaki zaś boysband. O czym Ty do mnie mówisz.? 

-Angela pozwolisz, że wrócimy do tej sprawy później. Teraz mamy pewien problem. 
 -No dobrze. To mów co jest?
-To jest, że Lizzy zniknęła. Obudziłam się rano a jej nie było. Pomyślałam, że może jest u Ciebie, ale zdążyłam już zauważyć, że jednak nie. - mówiła na jednym wdechu - Wydaje mi się, że powinnyśmy jej poszukać. Nie chcę aby coś jej się stało.
-Masz rację. Chodźmy. - pośpiesznie założyłam moje czerwone trampki z ćwiekami i wyszłyśmy z mieszkania. Zanim jednak mogłyśmy zacząć poszukiwania, musiałyśmy pokonać te znienawidzone przeze mnie,  od kąt je po raz pierwszy ujrzałam schody.
-Jak myślisz dokąd mogła pójść?
-Szczerze to nie mam pojęcia. Wiem o Niej tyle co Ty. Czyli prawie nic.
-Hmm...może poszła do parku, lub jakiegoś sklepu z pewnością jest głodna.
Obeszłyśmy wszystkie pobliskie sklepy, a następnie park w którym poprzedniego wieczora znalazłam dziewczynę. Jednak nigdzie jej nie było. Zrezygnowane udałyśmy się z powrotem do bloku mieszkaniowego.  Dziwiłam się i jednocześnie martwiłam o to co się stało z tą dziewczyną. Wczoraj wydawała się taka zagubiona, załamana i nie wiedząca co ma ze sobą zrobić a dziś tak nagle znikła... Może to głupio brzmi, bo nie znam jej i spędziłam z nią tylko jeden wieczór, ale martwiłam się. Martwiłam się, że nie chcąc nam robić problemu, uciekła a nie ma się gdzie podziać, chociaż zapewne jakąś rodzinę ma no ale Ja i tak zawsze dużo myślę, przez co wysnuwam jakieś dziwne wnioski i tworzę problemy, których jeszcze przed chwilą nie było. To cała ja przejmuję się najmniejszymi drobiazgami. Taki mój urok. Martwiłam się, że Lizzy coś sobie zrobi albo co gorsza zrobi jej ktoś inny, przecież gdybym nie zabrała jej z tamtego parku na pewno ktoś by ją tam znalazł  i...nawet nie chce myśleć co mogłoby się jej stać. Dobrze wiedziałam, że jeśli Lizzy uciekła to już jej nie znajdziemy jednak miałam nadzieję. Złudną nadzieję. 

-Chcesz herbaty, soku czy wody - zapytałam zaraz po znalezieniu się w mojej kuchni 
-Obojętne - tę odpowiedź zdarzyłam usłyszeć już piąty raz.
-Chcesz herbaty, soku czy wody - ponownie powtórzyłam 
-Soku poproszę - w końcu zrozumiała, że nie odpuszczę i dała mi konkretną odpowiedź. Nie lubię decydować za kogoś czego ma się napić, co ma zjeść, co ma zrobić i tego typu sprawach. Tak więc jeśli pytam czego się napijesz to bądź pewna, że czekam na konkretną odpowiedź i nie popuszczę. 
Nalałam sok dla mnie i Glori po czym udałyśmy się do mojego pokoju. Szybko pościeliłam łóżko, którego nie zdążyłam wcześniej i spojrzałam na dziewczynę. Kolejny raz stała przy szafce, trzymając w dłoni to samo zdjęcie co jakieś dwie godziny temu.
- Moja młodsza siostra ich uwielbia, ma cały pokój wyklejony w ich plakatach. 
Nadal nie wiedziałam co jest dziwnego w tym, że znam chłopaków, że spędziłam z nimi wakacje i nadal nie miałam zielonego pojęcia skąd ona ich zna. Jednak miałam wrażenie, że zaraz wszystko się dowiem. I właśnie w chwili kiedy miałam zacząć się dopytywać, Gloria odpowiedziała na część moich pytań, jakby czytała mi w myślach. Doskonale wiedziała czego chcę się dowiedzieć. 
-Ten chłopak ze zdjęcia śpiewa w brytyjsko-irlandzkim zespole, który obecnie jest znany na całym świecie. Ta 5-tka wariatów to bożyszcza nastolatek.Wszystkie dziewczyny za nimi szaleją, a Ty miałaś wielkie szczęście spędzić z nimi całe wakacje. Tylko dziwi mnie to, jak mogłaś o tym nie wiedzieć. - Nie docierało do mnie to co przed chwilą usłyszałam. Mój Naill - sławny ?  To się jakoś nie trzymało kupy. Faktem jest, że chłopcy mieli wspaniałe głosy i można było to zaobserwować podczas naszych wspólnych śpiewów przy ognisku. No i właściwie to by wyjaśniało skąd Gloria go zna i tyle o nich wie. 
To też by wyjaśniało dlaczego on urwał ze mną kontakt. Byłam dla niego zwykłą zabawką, dziewczyną na wakacje. Traktował to jak przelotny flirt. A teraz tak po prostu mnie olał. Zachował się jak zwykły dupek. Jak on tak mógł? Jak ja mogłam być tak głupia aby zaufać jakiemukolwiek chłopakowi. Przecież wiedziałam, że oni ranią. Przecież miłość od zawsze kojarzyła mi się z cierpieniem. No bo najlepiej jest być samemu, ale nagle w twoim życiu pojawi się taki jeden i wywraca je o 180 stopni a kiedy myślisz, że jest wszystko dobrze, ze może w końcu się coś zaczyna układać, okazuje się, że jednak tak nie jest, że jesteś dla niego nic nie znaczącą zabawką... Jak można być takim bezdusznym, głupim idiotą... W końcu do mnie dotarło, że to już koniec.... Już nic nie będzie takie samo... A ja głupia łudziłam się, że może jednak coś z tego będzie, że jakimś cudem Ja i On. Do moich oczu zaczęła napływać przezroczysta ciecz zwana łzami. Nie chciałam płakać przy blondynce, która nadal znajdowała się w moim pokoju i przyglądała się mi z zaciekawieniem. 
-Endżi...Czy Ty p...
-Nie. - ucięłam jej w połowie zdania. Nie chciałam aby kończyła. Dobrze wiedziałam, że nie ukryję tego przed nią. Już widziała, jednak ja dalej próbowałam przekonać Ją, że nic mi nie jest, że te wspomnienia wcale mnie nie bolą. A może to siebie próbowałam przekonać?
- Angela... - zaczęła z troską w głosie- zapewne jest to dla Ciebie coś bolesnego, bo bez powodu byś nie płakała, ale z pewnością Ci ulży jeśli to z siebie wyrzucisz. Nie chcę Cię do niczego zmuszać, bo właściwie się nie znamy i nie masz powodu aby to właśnie mi się zwierzać, ale jeśli byś chciała pogadać to wiesz gdzie mnie szukać. 
Cieszyłam się, że dziewczyna nie naciskała, w tej chwili potrzebowałam tego. Przytuliłam się do blondynki i najzwyczajniej w świecie płakałam na jej ramieniu, tym samym mocząc jej koszulę. Mimo iż poznałam ją wczorajszego wieczora, to miałam wrażenie jakbyśmy się znały od lat. W tej chwili potrzebowałam kogoś z kim mogę posiedzieć w ciszy. Ciszy, która nie będzie niezręczną ciszą, a taką, która mówi wszystko. Gloria dobrze wiedziała czego potrzebuję. Milczałyśmy. Byłam jej za to wdzięczna. Kiedy w końcu się uspokoiłam opowiedziałam dziewczynie część historii. O moim poznaniu z chłopakami, o tym co było między mną a Naill'erem i o tym jak po wypadzie na basen nagle przestał się odzywać. 
- Wiesz... a może on wcale nie urwał z Tb kontaktu specjalnie. 
-No a po co by miał to zrobić....- spojrzałam na nią z miną a'la "możesz jaśniej"
-Chodzi mi o to, że on jest sławny i na pewno ma zablokowane połączenia od nieznajomych, no a Ty sama mówiłaś, że masz nowy numer. 
-Może masz rację... ale przecież gdyby mu zależało to nie okłamywałby mnie, no i starałby się jakoś znaleźć ze mną kontakt. Jak dla mnie jest skończonym dupkiem.
-Na prawdę chcesz z niego zrezygnować. Nie wierzę, żeby ten Naill mógł specjalnie tak zrobić. On jest najwrażliwszym, najsłodszym i najbardziej kochanym chłopakiem w świecie a już na pewno w zespole. 
-No ale co ja mogę innego zrobić jak tylko zapomnieć. Próbowałam się do niego dodzwonić, pisałam ale to na nic. To jest już koniec. 
-Mam pewien pomysł - Wypowiadając te słowa, Gloria miała takie iskierki w oczach, że lekko się jej przeraziłam.
-Lubisz bawić się w swatkę. - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam. 
- Już zauważyłaś. - powiedziała z wielkim uśmiechem - szybka jesteś, inni ludzie zauważają to dopiero po jakimś miesiącu. 
- Ma się ten dar. - skomentowałam - No dobra , w takim razie jaki jest twój plan geniuszu? 
-Odpowiedź na twe pytanie jest bardzo prosta, choć trochę skomplikowana. - patrzyłam na nią, kiwając głową aby mówiła dalej - no wiesz... my po prostu zerkniemy na jego Twittera i zasypiemy jego skrzynkę wiadomościami o tym, że chcesz go odnaleźć. W końcu jakąś wiadomość odczyta i się odezwie.
-Chyba się pośpieszyłam z tym geniuszem. Spojrzeć na jego tweety możemy ale z tymi wiadomościami, definitywnie się nie zgadzam. - Podniosłam swojego białego laptopa z biurka, na którym się znajdował i z powrotem usiadłam przy blondynce.
Ta szybko zalogowała się na swoje konto i weszła na profil Niall'a. Było mnóstwo postów jednak jeden z nich rzucił mi się w oczy, mojej towarzyszce z pewnością też, gdyż od razu najechał na niego kursorem 

           [Nic nie rozumiem ale nie poddam się. Będę czekał.]

Byłam pewna, że jest skierowany do mnie. Nie mam pojęcia skąd i ja, ale tak właśnie czułam. Poczułam, że może jednak nie byłam dla niego zwykłą zabawką. Poczułam nadzieję. Czułam, że jest jeszcze jakaś szansa. Ale jeśli to nie chodzi o mnie? Z pewnością do niego nie napiszę i nie zasypię go milionami wiadomości. Przecież on pomyśli, że jestem jakąś natrętną idiotką. W mojej głowie znajdował się jeden wielki bałagan. Wszystko jest takie zagmatwane. Milion myśli na sekundę. Pełno pytań a odpowiedzi o wiele za mało. Z jednej strony chciałabym dać mu jakiś znak, żeby się odezwał, żeby wszystko było tak jeszcze kilkanaście dni temu ale z drugiej... Z drugiej strony nie byłam niczego pewna. Nie potrafiłam sobie wyobrazić nas razem... On sławny, pożądany przez miliony fanek. A ja zwykła szara dziewczyna z pasją. No i dołączyć do tego jego wyjazdy w trasę, miliony kilometrów oddzielających jego dom tu w Londynie i mój w Polsce. To nie miało sensu. To nie miało szans przetrwania. To nie ma przyszłości. 
No bo może i jakbym się odezwała i jakimś cudem bylibyśmy razem. No to jakby to miało wyglądać Spotykalibyśmy się raz na jakiś miesiąc...dwa...pół roku...rok ? Nie potrafię tego ułożyć w własnych myślach a co dopiero w rzeczywistości. Tak więc...Czy jest jakiś sens pisania do blondyna? Czy jest jakiś sens robienia sobie kolejnych nadziei? NIE.
-No to co piszemy do niego.- wyrwała mnie z rozmyślań dziewczyna
-Co ?.... Nie.. Tak.. Ech.. - walczyłam z własnymi myślami. No bo z jednej strony chciałam spróbować. Chciałabym wiedzieć jak to może wyglądać. Czy to się uda. Z drugiej zaś nie chciałam narażać się na cierpienie. Nie jestem pewna czy dam radę. Czy jestem w stanie o to walczyć. - Nie napiszę do niego - z moich ust wydobył się ledwo słyszalny dźwięk.

Perspektywa Glorii
- No jak chcesz. Ja się będę już zbierać. Muszę odebrać siostrę z lotniska. Ma dziś wrócić. Nie mogę się spóźnić. - Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. - Skoro nie chcesz to do niego nie pisz - krzyknęłam z salonu i wyszłam z jej mieszkania.. - Ale ja to zrobię- dodałam w myślach.  



____________________________________________________________
No to tak jak obiecałam jest rozdział. Mam nadzieję, że ta długa przerwa was nie odstraszyła i jeszcze ktoś będzie czytał to opowiadanie bo z pewnością nie mam zamiaru go kończyć.  
Egzaminy się skończyły. Mam nadzieję, że poszło mi dobrze. Teraz pozostało się tylko postarać o dobre oceny na koniec i będzie zajebioza.. ;)) 
Co do rozdziału.. sama nie wiem. Nie jestem z niego jakoś bardzo zadowolona. Ale tak wyszło, że trochę zmieniłam plany co do tego co się będzie dalej działo. No i troszkę ciężko jest mi teraz pisać. Bo pomysł na dalszą część jest ale na aktualną nie za bardzo. Mam nadzieję, że wena przyjdzie szybko i nie będziecie musieli czekać tyle na nowy rozdział. Jednakże niczego nie obiecuję. 
Pozdrawiam
Dreaaams




niedziela, 24 lutego 2013

#13 Czasem przez NIC, ludzie nie śpią po nocach...

Po około  15 minutach  stałyśmy pod blokiem. Ruszyłam po schodach  na najwyższe piętro a tuż za mną  szła niskiego wzrostu brunetka o czekoladowych oczach. Nadal płakała  jednak już  była o wiele spokojniejsza. Na sobie miała dżinsowe szorty i różowy sweterek  z czarnym sercem po środku. 

Pchnęłam drzwi od mieszkania i o mało co w nie nie weszłam, wyglądało to trochę jak wtedy gdy Harry Potter przechodził na peronie 9 i 3/4 niestety z tym małym szkopułem, że ja przez nie, nie przeszłam a odbiłam się od nich. Najwidoczniej moje rodzeństwo nadal dobrze się bawi  w klubie. I co ja teraz zrobię? Nie mam kluczy, dlaczego ja o tym nie pomyślałam. 
- Zapomniałaś kluczy ? - usłyszałam dziewczęcy głos. Jednak byłam prawie pewna, że nie wydobył się on z ust Lizzy, gdyż ta stała po mojej prawej stronie a dźwięk ten dochodził z zupełnie innej strony. 
Odwróciłam się i spojrzałam w stronę z której dobiegał głos dziewczyny o długich, lekko kręconych, blond włosach. Szarawych oczach, idealnie wyprofilowanym małym noskiem i równie małymi ustami na których aktualnie znajdował się brzoskwiniowy błyszczyk.  Ubrana była w bluzkę w pomarańczowo-białe paski z 3/4 rękawem, dżinsowe spodnie przed kolano i do tego również pomarańczowe jazzówki w ręce trzymała siatki z produktami spożywczymi po czym wnioskuję, że była na zakupach, jednakże o tej porze wydaje się to trochę dziwne. 
-Nie...Tak...yyy.. Tak jakby- nie wiedziałam jak mam się wysłowić, jakby nagle moje racjonalnie myślenie się wyłączyło. - Przyjechałam tu do rodzeństwa i zapomniałam wziąć od nich  zapasowe klucze - w końcu udało mi się sprecyzować odpowiedź. 
-Jeśli chcecie to możecie posiedzieć u mnie i przy okazji się trochę osuszyć, jesteście całe przemoczone. - Zaproponowała blondynka po czym posłała nam miły uśmiech. Odwzajemniłam go i lekkim potrząśnięciem głowy zaakceptowałam jej propozycję - Chętnie.
Weszłyśmy za blondynką do przestronnego pomieszczenia. Było równie duże jak mieszkanie mojego rodzeństwa. Właściwie to chyba były dwa największe mieszkania w tym budynku i może to dlatego jako jedyne znajdowały się na najwyższym piętrze. To było trochę większe od tamtego a może nie, sama już nie wiem w każdym bądź razie było duże. Udałyśmy się do salonu i usiadłyśmy na kanapie a dziewczyna poszła zanieść siatki z zakupami, do jak podejrzewam, kuchni.
 Już po chwili do nas wróciła i nawet nie przedstawiając się zaczęła na nas krzyczeć.
-Jezu! Jesteście całe przemoczone. Co Wy robiłyście. Chodźcie szybko do mojego pokoju, zaraz dam wam jakieś ciuchy.. - krzyczała ale z wyczuwalną troską w jej głosie. Mimo, iż nas nie zna zaprosiła nas do siebie, daje nam swoje ciuchy na przebranie i krzyczy jakbyśmy znały się od zawsze. Jeśli w Londynie wszyscy tak się witają to ja już lecę się spakować i się tu przeprowadzam. 
-Dziękujemy ale...
-Nie ma żadnego ale. Już raz, raz ruszajcie się. 
Dziewczyna nie pozwoliła nam zaprotestować. Pchając nas w stronę drzwi prowadzących do garderoby nawijała jak najęta. Nie dając nam dojść do  słowa, choć właściwie to żadna z nas nawet nie próbowała się odezwać. No bo właściwie co miałyśmy powiedzieć? 
-Dobra to macie tu ubrania, możecie się umyć jeśli chcecie łazienka jest za tamtymi drzwiami. Ja was zostawiam i idę zrobić herbatę a Wy się tu przebierajcie. - mówiąc to wyszła z pokoju.
- Lizzy, idź pierwsza- rzekłam do brunetki. Ona nadal nic nie mówiąc udała się do łazienki aby wziąć prysznic. Ja się tylko przebrałam i wyszłam z pokoju i udałam się do pomieszczenia, w którym znajdowała się nasza sąsiadka (czyt. moja i mojego rodzeństwa) - Pomóc Ci? - zapytałam.
 Dziewczyna kiwnęła głową na znak protestu - Już skończyłam - dodała. I zabierając tacę z ciepłymi napojami oraz jakimiś ciastkami udała się do salonu.  
-Wiesz... - nie dokończyłam, gdyż nie wiedziałam jak dziewczyna ma na imię. Ta wyczuła o co mi chodzi. 
- Gloria. Przepraszam, że się nie przedstawiłam. A wy to ? 
-Ja jestem Endżi a to Lizyy. -przedstawiłam nas  -No więc Gloria - posłałam jej miły uśmiech - Czy to na pewno nie problem, że tu jesteśmy.?
-Nie skąd. Właściwie to cieszę się, że tu jesteście. Wiecie takie duże mieszkanie, czuję się tu trochę samotna.  
-Jasne, rozumiem.
- Amm.. Endżi dlaczego ona płakała. - szepnęła do mnie dziewczyna.
- Niestety nie wiem. Znalazłam ją w parku, próbowałam się coś dowiedzieć ale nie chce nic powiedzieć. - odparłam, również szeptem.
 Chwilę później dołączyła do nas Liz w trochę za dużych ciuchach dziewczyny, nadał łkała jednak próbowała to ukryć. 
-Lizz - zaczęła ostrożnie dziewczyna - nie płacz - mówiąc to przysiadła się do brunetki, która usadowiła się na kanapie, podciągając kolana do klatki piersiowej i opierając na nich głowę.  

*Perspektywa Lizzy* 
Blond włosa dziewczyna zaczęła głaskać mnie po ramieniu i spokojnym głosem powtarzała abym nie płakała i podobne słowa, które miały mnie uspokoić. Czy jej się udało ? Może trochę. Starałam się nie myśleć o tym zdarzeniu jednak przeszywający ból na moich plecach skutecznie mi to uniemożliwiał. Każde wspomnienie o tym momencie przyprawiało mnie o dreszcze i nasilający się potok łez z moich oczu. 
Endżel przysiadła obok mnie i tak samo jak blondynka próbowała mnie pocieszyć. Obie głaskały moje ramiona, łydki a nawet plecy. A ja jeszcze bardziej płakałam. Nie na wspomnienie a na przeszywający ból. One nie wiedziały o tym, że go sprawiają jeżdżąc po moich plecach swoimi delikatnymi dłońmi. A ja nie byłam w stanie im tego   uświadomić. 
-Lizzy...powiedz nam czemu płaczesz ? - spokojnie, próbowały ode mnie wyciągnąć jakiekolwiek wiadomości. - Możesz nam zaufać. - dodała po chwili brązowo włosa. 
Staram się opanować kilka wspomnień abym mogła cokolwiek powiedzieć, ale to jest trudniejsze niż myślałam. Żałuje kilku gestów, kilkunastu słów a co najważniejsze żałuję jednego wydarzenia. Wydarzenia z tej nocy. Żałuję, że byłam tak głupia by zaufać komuś takiemu. Staram się to wszystko opanować ale nie potrafię z tym wszystkim normalnie funkcjonować. Nie mogę powstrzymać napływających fal smutku, bólu i łez. Wiem, że jestem już bezpieczna, że mnie już nie skrzywdzi, przynajmniej nie w tej chwili. Ale co zrobię potem? Co jutro? Przecież muszę gdzieś mieszkać. Nie mam się dokąd udać a przecież nie mogę siedzieć na głowie blondwłosej dziewczynie o ile się nie przesłyszałam to...Glorii. I kolejny wybuch płaczu. Dziewczyny nadal siedziały przytulając mnie i głaszcząc. Chciałam im powiedzieć. Mimo iż znam je dosłownie jakąś godzinę czuję, że mogę im zaufać. Mimo to wciąż nie mogę się przełamać. Chcę ale nie potrafię. 
- Lizzy...co się stało? - ponownie zapytały.
-Nic- ledwo co wydukałam z siebie te 3 litery.
- Czasem przez NIC, ludzie nie śpią po nocach...
- Jaa...Ja nie chcę o tym mówić... nie chcę...nie teraz....- powiedziałam ledwo słyszalnym głosem, aż dziwne, że usłyszały. 
Dziewczyny zrozumiały. Nie naciskały na mnie. Nie nalegały. Po prostu siedziały ze mną w ciszy. Tego właśnie teraz potrzebuję. Co ja mówię? Nie tylko teraz. Ja potrzebuje tego cały czas. Potrzebuję kogoś komu mogę zaufać. Kogoś z kim mogę posiedzieć w milczeniu a on nie będzie naciskał na mnie, nie będzie niczego wymuszał. Po prostu będzie ze mną. Potrzebuję tego, zwłaszcza, że przez całe moje życie tego nie zaznałam. Nie zaznałam rodzicielskiej miłości, prawdziwej przyjaźni, poczucia bezpieczeństwa i oparcia w kimś. Zawsze gdy myślałam, że coś z tego udało mi się zaznać wszystko się waliło i wychodziło na jaw, że jednak tak nie jest.
Zawsze gdy udało mi się przełamać i ponownie komuś zaufać, ten ktoś ranił mnie. 
  Zastanawiacie się czasem ,dlaczego tak jest, że w naszym życiu nic się nie układa ?. dlaczego zawsze gdy jesteśmy szczęśliwi coś jednak musi pójść nie tak ?. że zawsze jak jedno się posypie, to cała reszta też ?. Ja zastanawiałam się każdego dnia. Za każdym razem, gdy tak się własne działo. Do dziś nie znam odpowiedzi na te pytania. Nie rozumiem dlaczego jednym wszystko się pięknie układa, mają wszystko podane jak na tacy. A ja zawsze mam pod górkę?
Moje życie można porównać do huśtawki. Raz jestem w górze, raz na dole. Raz mam dobry humor, raz jestem przygnębiona. Raz płaczę, raz się śmieję. Raz mam ochotę na samobójstwo, raz nagle zaczynam mieć chęci do życia. Jednak na sam koniec i tak wszystko się sypie. 
Czasami mam wrażenie, że komuś zawadzam, że nie pasuje do tego towarzystwa. Do tych ludzi. Do tego świata. Że jestem z innej bajki. Trudno określić czy z lepszej czy gorszej.


She looks like a 

She looks like a movie star
Like a chocolate candy bar  

Usłyszałam powtarzające się słowa piosenki. Dźwięki te dochodziły z komórki najprawdopodobniej Angeliki, która właśnie przeszukiwała swoje kieszenie w celu zlokalizowania telefonu.
-Słucham? ...U sąsiadki...aha...okey...dobra...zaraz będę. - Wnioskując po tym co udało mi się usłyszeć to Angela wraca do domu, do rodzeństwa. Jednak ja nie chciałam już poznawać kolejnych ludzi, miałam wszystkiego dość, to wszystko mnie przerosło, tyle wydarzeń jak na jeden dzień. Nie chciałam ruszać się z tego miejsca dlatego postanowiłam leżeć tak jak przez ostatnie pół godziny i nic się nie odzywać udając, że śpię. - Ja się muszę zbierać - dziewczyna zwróciła się do blondwłosej.
-Jasne, to może już jej nie budź. Może przecież zostać u mnie.
-Jesteś pewna, że to nie będzie żaden problem.
- No co ty. Może tu zostać jak długo będzie chciała. Przynajmniej będę miała do kogo buzię otworzyć kiedy rano wstanę. Moja młodsza siostra, która ze mną mieszka wyjechała do rodziców na całe wakacje, więc trochę tu  pusto. - Ucieszyły mnie słowa dziewczyny, gdyż prawda była taka, że nie miałam gdzie się podziać przez najbliższy czas. Do niego na pewno nie wrócę.
-No dobra to ja lecę. Pa - pożegnała się szatynka i po chwili można było słyszeć trzask drzwi oznaczający, że już wyszła z mieszkania. Nie miałam już na nic sił dzisiejszego dnia,zdarzyłam tylko poczuć jak Gloria przykrywa mnie jakimś kocem  i zaraz po tym zmorzył mnie sen.


*Perspektywa Naill'a*
Znacie ten stan kiedy wszystko jest takie nijakie ? Nie wie człowiek co ze sobą zrobić, na nic nie ma ochoty, a nic nierobienie go wkurza. Taki chaos ma się w środku a jednak określają go mianem pustki. "Wszystko to nic, a nic to wszystko". Idealne stwierdzenie tego co w tej chwili czuję.
-Stary nie możesz siedzieć tak bezczynnie na tej kanapie wpatrując się w ekran telefonu. To chore. Zbieraj się idziemy na próbę a potem mamy wywiad.
-Nie mam ochoty 
- Co? - usłyszałem zdenerwowany głos naszego menażera - Jak to nie masz ochoty? Nawet nie chcę o tym słuchać. Idź się przebierz w coś bardziej wyjściowego i za 5 minut widzę Cię na dole przy aucie. 
Głupi kontrakt. Nie mam ochoty na żadne występy, próby, wywiady a nie mam na to żadnego wpływu. Nie chcę zawieść chłopaków i fanów ale nie mogę o niczym myśleć. Cały czas moje myśli krążą wokół tej słodkiej szatynki o imieniu Angelika. Nadal się nie odzywa. Nadal nie wiem czemu.  To uczucie bezradności mnie przytłacza.
 Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym teraz być obok Niej. Czuć jej uśmiech na swoich wargach, dłoń w mojej dłoni, oddech na mojej twarzy, który za każdym razem przyprawiał mnie o dreszcze i czuć jak trzyma mnie przy sobie, tak cholernie mocno a zarazem nieśmiale, jakbym był wszystkim czego potrzebuje. Tak bardzo chciałbym móc być przy niej. 
Dodając kolejnego tweet'a, w którym zawarte było to co teraz czuje, udałem się do łazienki. Miałem cichą nadzieję, że jakimś cudem ona to przeczyta, coś w niej drgnie i się odezwie, mimo iż nawet nie mam pewności, że ona ma Twittera.
Szybko się ogarnąłem i wyszykowałem po czym razem z chłopakami i Paul'em udaliśmy się na próbę, która na szczęście minęła nam sprawnie i szybko. Teraz jeszcze tylko wywiad, kilka sztucznych uśmiechów i odpowiedzi na zadawane ciągle te same pytania i w końcu wolne na dziś. Będę mógł zamknąć się w swoim pokoju i siedzieć w nim, nie będę musiał udawać, że jest mi dobrze, że wszystko jest okey. Będę  tylko ja, sam i mój smutek. 
Tak jak przypuszczałem na wywiadzie zadawali praktycznie te same pytania związane z trasą, koncertami, galami i jak się z tym wszystkim czujemy pojawiło się też pytanie o nasze związki.
- Widzowie, wasi fani chcą wiedzieć, który z was jest zajęty, a który jeszcze do wzięcia ? - reporterka zadała jedno z  ostatnich pytań. Oczywiście chłopcy nie mieli problemów aby na nie odpowiedzieć. Jednak ja byłem zgubiony , nie miałem pojęcia co powiedzieć w głowie miałem pustkę.
- Ja jestem szczęśliwy z Perrie ale Was (czyt. fanki) też kocham. - jako pierwszy odpowiedział Zayn.
-Tak ja też jestem już zajęty i zakochany w Daniell
-Tak jak ja z El.
-Ja jestem singlem 
-A ty Naill? Czy twoje serce jest jeszcze wolne czy może już znalazło swego właściciela.? -zapytałam reporterka, zwracając się do mnie.
- No.. Ja właściwie - próbowałem wymyślić jakąś rozsądną odpowiedzieć pasującą do sytuacji w jakiej się znajdowałem jednak opornie mi szło, ale na całe szczęście Lou przyszedł mi z pomocą. 
-Właścicielem jego serca od zawsze i chyba na zawsze jest jedzenie. 
-No więc Directionerki jak same słyszycie nasz żarłok jest do wzięcia. -skomentowała reporterka. Zaśpiewaliśmy nasze najnowsze piosenki i wywiad się skończył. Wszyscy jednogłośnie udaliśmy się do Nandos i z zamówionym jedzeniem udaliśmy się do hotelu, w którym od razu udałem się razem z moim jedzonkiem do pokoju i w końcu mogłem odpocząć. 


____________________________________________________________
No to pojawiła się kolejna postać. Jak myślicie jaką rolę w tym opowiadaniu odegra  Gloria ? Śmiało możecie pisać i podawać pomysły co chcielibyście przeczytać w dalszych rozdziałach, jakieś komplikacje, nowe postacie, romanse, wydarzenia. Co tylko przyjdzie wam do głowy chętnie się zapoznam z waszymi propozycjami.. ;)
Przypominam, że jeśli ktoś chce abym informowała go o pojawieniu się nowego rozdziału  to niech zostawi wiadomość i jakiś namiar na siebie gg, adres bloga, tt itp. w zakładce "Informowani". Również przypominam, że możecie zadawać pytania w zakładce "Pytania". 
Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem choć wiele z nich są pisane z anonima. Dlatego prosiłabym aby każdy się podpisywał. 
Właśnie kończą mi się ferie, więc znowu bd dużo nauki i nie obiecuje, że rozdziały będą pojawiały się systematycznie choć obiecuję się postarać aby tak było. 
Tak jak zawsze zachęcam do komentowania i wyrażania swojej opinii również tej krytycznej jeśli się coś nie podoba ;)
i tak jak zawsze 10 komentarzy = nowy rozdział
Pozdrawiam 
Dreaaams

niedziela, 10 lutego 2013

#12



- Dzień dobry. 
- Witaj Panienko. To dokąd jedziemy ? - zapytał miły staruszek  odjeżdżając z pod lotniska.
-Na ulicę ... - zawahałam się. No bo właściwie gdzie ja mam jechać. Na jaką 
ulicę. Chwilę się zastanawiałam co mam powiedzieć i jak wytłumaczyć 
kierowcy gdzie w tej chwili chciałabym się znaleźć. - Właściwie to nie wiem 
na jaką ulicę. - Jedyne co wiedziałam to to, że budynek, w którym mieszkało 
moje rodzeństwo znajdował się w Kings Road oraz, że gdzieś niedaleko z ich mieszkania jest do Elm Park Garden  Tak więc co wiedziałam, przekazałam kierowcy a on to wszystko zrozumiał i skręcając w kilka uliczek  dosyć szybko zatrzymał się w miejscu w którym właśnie chciałam znaleźć się. Podziękowałam kierowcy i zapłaciłam sumę, która wyskoczyła na liczniku po czym wysiadłam z taksówki i.... "no właśnie co teraz" to, że wiedziałam mniej więcej gdzie mam się znaleźć  nie oznaczało, że dojdę tam bez najmniejszych problemów. Londyn jest na prawdę wielki i mimo, że byłam blisko swego celu nadal byłam zagubiona. Nadal nie wiedziałam, w którą stronę mam się udać oraz do którego budynku mam wejść. A budynków to tam było pełno. Zdezorientowana usiadłam na ławce i wyciągnęłam telefon z torebki w celu uzyskania jakichkolwiek informacji od mojego kochanego rodzeństwa, które zapomniało o odebraniu mnie z lotniska nie informując mnie o tym, że nie przyjadą a co najważniejsze nie podając mi wcześniej żadnych  informacji  związanych z nazwą ulicy czy numerem mieszkania w którym mam mieszkać przez najbliższy miesiąc. "Pogratulować inteligencji Angela sama mogłaś ich o to zapytać... " odezwał się głos w mojej głowie. Przecież byłam prawie pewna, że zapomną lub coś im wyskoczy no ale jak to ja miałam złudną nadzieję. 
Dobra koniec tych rozmyślań czas dowiedzieć się gdzie mam iść, gdyż ciemne chmury na niebie przysłoniły, jeszcze przed chwilą dające niesamowite ciepło, słońce. Coś czuję, że zapowiada się na deszcz. Wybrałam numer do Jess bo dzwonić do Kuby to jak walić głową w mur z powodu, że stoi nam na drodze (czyt. za ch*ja się nie dodzwonisz zwłaszcza wtedy gdy czegoś potrzebujesz). 
Jeden sygnał, drugi, trzeci ... jeszcze kilka już miałam się rozłączyć jednak usłyszałam głos roześmianej siostry :
 - Tak, słucham z kim mam przyjemność. ?
-Jessica! Powiedz mi jak ja mam się dostać z tego zakichanego lotniska do waszego domu skoro nie wiem nawet  na jakiej ulicy mieszkacie a żadne z Was nie raczyło się pojawić i mnie odebrać. - zapytałam z udawanym oburzeniem.
- O boże. Endżi nie gniewaj się  na śmierć zapomniałam. Nie ruszaj się nigdzie już po Ciebie jadę. Ale to chwilę potrwa bo jestem koło domu a za nim złapie jakąś taxówkę...
- Jestem w Elm Park Gardens. Siedzę na jakiejś ławeczce obok fontanny i czekam, tylko szybko bo zaczyna kropić.
- Co? Ale jak ? Byłaś na lotnisku... Ehhh  nieważne zaraz tam będę.
Taak.. nie ma to jak powkręcać trochę siostrę. Złapałam wszystkie walizki, które wcześniej zdążyłam wyciągnąć z bagażnika zółtego auta zwanego taxi i ruszyłam w stronę ławki, która znajdowała sie obok fontanny. Usiadłam na niej i dosłownie kilka minut później obok mnie znalazła się lekko zdyszana siostra.  

- No młoda. Welcome to Londyn! - oświadczyła Jess, przytulając mnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę :D -  powiedziałam z uśmiechem na ustach. I dodałam z udawanym zdenerwowaniem -  Nie mów do mnie młoda. !
- Dobra, dobra. To chodź do domu bo pada. 
Fakt. Stałyśmy chwilę a już zdążyło się nieźle rozpadać. Jednak nie przeszkadzał mi ten deszcz. Ta aura Londyńskiej pogody bardzo mi się podobała a wręcz wywołała u mnie niezwykłe emocje.Tak wiem jestem dziwna. No bo przecież kto normalny cieszy się z tego, że jest przemoczony do suchej nitki. Kto o zdrowym umyśle z zacieszem na ryjku zaczyna tańczyć między alejkami parku i skacze ku niebu jakby co najmniej odbijał się od trampoliny. Tak wiem ja jestem inna... ale w końcu to jest mój urok. Jestem inna od innych. Jedyna w swoim rodzaju a to czyni mnie wyjątkową "Dobra, dobra koniec tego samozachwytu czas zejść na Ziemię".

 Po kilku minutach mojego "wydurniania się" bo chyba inaczej by tego ktoś nie nazwał przyglądając się mi z boku. No może ewentualnie można sobie pomyśleć.. "Ma ktoś numer do psychiatryka, bo tą co skacze niczym zając, chyba coś opętało" no ale wracając już po chwili znajdowałyśmy się pod wielopiętrowym blokiem z pięknym zdobieniami, które dawały niesamowity efekt. Raczej wolałam nowoczesny styl, jednak w tym bloku było coś takiego ... no sama nie potrafię tego określić. Coś było, co mnie przyciągało  coś co bardzo mi się podobało. Sami musicie sobie wyobrazić, bo ja inaczej nie potrafię tego zdefiniować. Po prostu miało to coś. 
Jessica wyciągnęła klucze ze swojej dużej, brązowej torebki i przekręciła zamek do drzwi jej mieszkania. Już po chwili usłyszałam zgrzytnięcie otwieranych drzwi i przede mną ukazał się cudowny widok wnętrza jak się okazało apartamentu rodzeństwa. 
-WOW.  Tu jest pięknie, no i tak przestrzennie. 
- Tak, też mi się tu podoba, no i jest dosyć tanio a właściciele są bardzo mili.
- Ale windę tu macie ? - spytałam z wyczuwalną nadzieją w głosie. Bo wierzcie mi nie uśmiechało mi się codziennie schodzić i wchodzić się na 8 piętro  tego bloku. Fakt byłoby to bardzo korzystne dla mojej figury ale z moim lenistwem jakoś tego nie widzę. Patrzyłam na siostrę a czytając z mimiki jej twarzy, domyślałam się jaka będzie odpowiedź.
-Jasne, że mamy. - Odetchnęłam z ulgą - Jednak nie koniecznie działającą.- no i kicha -  No to jest jedne z minusów mieszkania tu. Właściciele są dosyć sceptyczni jeśli chodzi o windę. Już kilka razy z sąsiadami próbowaliśmy ich namówić aby uruchomili windę, jednak na nic się to zdało.
- Jedne z minusów ? To co jeszcze nie działa. ?
Siostra tylko się zaśmiała - Oprócz windy wszystko działa, miałam na myśli to, że jest trochę daleko do centrum.
- Jak daleko ?
- No dojazd autobusem zajmuje około pół godziny - "Taki kawał...przecież to będzie jakaś godzina drogi piechotą jak nie więcej" znowu odezwał się głos w mojej głowie, jednak byłam zbyt szczęśliwa pobytem w Londynie, że brak windy i spory kawałek do centrum a nawet to, że Naill się nie odzywa nie jest mi wstanie popsuć tego pobytu. Tak więc tylko uśmiechnęłam się do siostry i weszłam w głąb apartamentu.
Zwiedziłam kuchnię, dokładnie obejrzałam salon i oczywiście wszystkie 
pokoje. Już na samym wejściu mogłam rozpoznać, który należy do kogo. Cały wystrój mieszkania był nowoczesny co trochę mnie dziwiło bo sądząc po zewnętrznym wyglądzie budynku myślałam, że będzie tu bardziej... staroświecko. 
Tak chyba o to mi chodziło. Jednak to zdziwienie było dla mnie jak najbardziej wesołym zdziwieniem. Bardzo mi się podobała nowoczesna kuchnia, meble wykonane z ciemnego drewna i metalowymi uchwytami z białymi dodatkami i srebrnymi wykończeniami, wysepka kuchenna też była niesamowita i bardzo odpowiadał mi ten wystrój.


Pokój Kuby był utrzymany w jego ulubionych odcieniach czyli niebieskim, czarnym i białym. Na samym środku pokoju stało duże dwuosobowe łóżko, obok stolik nocny a na nim lampka, na przeciwko łóżka wisiał telewizor obok, którego znajdowały się dwoje drzwi. Jedne prowadzące do łazienki a drugie to te w których właśnie stałam. 





Następny był pokój Jess, tak jak mówiłam od razu można było poznać do kogo należy, gdyż był utrzymany w stylu Glamour. Moja siostra uwielbiała takie wystroje, lubi też się bardzo stroić, zresztą jak już wiecie w naszej rodzinie to ona jest tą bardziej kobiecą i uporządkowaną
Ale i tak najbardziej ciekawa byłam mojego pokoju. Wprawdzie nie wyróżniał się niczym szczególnym, był to zwykły pokój z dwuosobowym łóżkiem po środku i dużą szafą utrzymany w stonowanych odcieniach czerni, brązu i bieli. Nie był jakimś cudem, po prostu był zwykłym pokojem gościnnym, którym jak się okazało mogę przemeblować i trochę pozmieniać w wystroju. Tak więc już nie długo będzie to mój prywatny kącik, całkiem odmienny od tego jakim jest teraz. Jak się okazało mam też własną łazienkę co jest dużym plusem, jeśli mieszkasz z moim rodzeństwem. Od razu udałam się do niej i kiedy zobaczyłam wannę z hydromasażem w mojej głowie ukazała się piękna wizja, w której jak się domyślacie 
wskakuję do tej oto wanny i  biorę długą, relaksacyjną i odświeżającą kąpiel po tej dosyć męczącej podróży.Tak to jest moje postanowienie na dziś. A swoją drogą, ten na pozór zwykle wyglądający budynek, zaskakuje mnie coraz bardziej. Po tym jak wyglądał z zewnątrz oraz zepsutej windzie, nie spodziewałam się takich luksusów. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Z walizki, którą przed chwilą do pokoju wniósł mój brat, wyjęłam ręcznik, kosmetyczkę i ciuchy na zmianę. Zdjęłam moje wcześniejsze ciuchy, już nieźle przemoczone od deszczu i już po kilku minutach leżałam cała zamoczona w wannie, odprężając się przy masażu i spokojnej muzyce, lecącej z mojej MP4. Tak zdecydowanie tego mi było potrzeba. Moją kąpiel przerwała mi Jessica, która kazała mi się pośpieszyć, gdyż za pół godziny wychodzimy, nie informując mnie dokąd i w jakim celu, poszła się szykować. Jeszcze chwilę poleżałam w wodzie i zaczęłam się zbierać do wyjścia. Założyłam wcześniej przygotowane ciuchy, włosy lekko podsuszyłam i jeszcze nie do końca suche, związałam w luźny warkocz na jedno ramię. Gdy go rozplącze z pewnością, będę miała niezłe loczki ( czyt. jak jakaś małpa na głowie). Niestety innego wyjścia, aby wyglądać w miarę przystępnie do pokazania się publicznie, nie mam. Bez zbędnych makijaży i innych tego typu czynności, założyłam swoje trampki, które również wyciągnęłam z jednej z walizek. Postanowiłam trochę rozpakować swoje rzeczy, gdyż znając moją siostrę i tak będzie trzeba na nią czekać. Wyciągnęłam zdjęcia i poustawiałam je na komodzie, niektóre ciuchy pochowałam do szafy oraz rozwiesiłam na wieszakach, moje dwie ulubione książki ułożyłam na półce i udałam się do salonu, w którym czekał już Kuba, usiadłam na kanapie, obok niego i z bananem na twarzy zaczęłam wypytywać go o to gdzie idziemy, oraz plany na najbliższe dni.. Wiele się nie dowiedziałam, gdyż jak się okazało miejscem do którego się mamy właśnie udać, jest pobliski bar, w którym Kuba czasami gra ze swoim zespołem. A o planach aby pokazać mi Londyn on nawet nie słyszał. Mogłam się domyślić. No cóż, w takim razie sama muszę zwiedzić to piękne miasto a przy okazji spędzić wspaniałe wakacje. Kiedy moja siostra, w końcu zaszczyciła nas swoją obecnością(ileż można się szykować, no dobra wiem, że ona jest modnisią i wgl. no ale bez przesady idziemy na zwykły obiad do baru.) wyszliśmy z mieszkania i udaliśmy się tymi cholernymi schodami na sam dół. Na szczęście pogoda się trochę polepszyła a po deszczu nie było śladu, no może poza tymi kałużami na ziemi...

Już po 15 minutach, znajdowaliśmy się przed drzwiami budynku. Weszłam do środka i udałam się za rodzeństwem do jednego z wolnych stolików. Po chwili stała obok nas kelnerka, zbierająca zamówienie. Z racji, iż byłam bardzo głodna. Zamówiłam kurczaka z frytkami i do popicia cole. Jess wzięła sałatkę a Kuba, on gdzieś poszedł razem z kelnerką. Siostra nie chciała mi powiedzieć dokąd poszedł, tak samo jak kelnerka, która zdążyła już przynieść nasze zamówienie. Wiedząc, że i tak nic nie wyciągnę z siostry, zaczęłam jeść moją dzisiejszą kolację.
Kiedy usłyszałam dźwięki gitary i pierwsze słowa piosenek granych przez jakiś zespół, wszystko stało się jasne co z moim bratem. Odwróciłam głowę aby się upewnić. TAK. Miałam rację. To dlatego zniknął, bo dziś gra tu wraz ze swoim zespołem. Miła niespodzianka. Nareszcie mogę usłyszeć jak grają, nigdy wcześniej nie miałam okazji zobaczyć ich na żywo. 
-Świetnie grają! -krzyczałam do siostry, gdyż w inny sposób nie byłaby wstanie mnie usłyszeć. Piosenki zespołu, krzyki jak się okazuje dużej ilości fanów przebywających w tym momencie w lokalu, skutecznie mnie zagłuszały.
Siostra tylko pokiwała mi głową i dalej wsłuchiwała się w muzykę. Jak zdążyłam zauważyć. Ten nie duży lokal za dnia jest barem, w którym można coś przegryźć, napić się czy posiedzieć zaś wieczorem zmienia się w taki mały klub. Lokal był przepełniony, na parkiecie tańczyło wiele młodych osób, wszystkie stołu były pozajmowane i było dosyć tłoczno. Jednak atmosfera jaka tu panowała była bardzo wesoła i przyjemna. Poznałam chłopaka i przyjaciółkę mojej siostry. Janek ma 20 lat i jest bardzo zwariowany no i oczywiście przystojny. Od razu go polubiłam, zresztą tak samo jak 19-letnią Magdę.Czułam się z nimi jakbym ich znała od zawsze, aż ciężko uwierzyć, że poznałam ich zaledwie 20 minut temu. W czasie przerwy, poznałam również cały zespół.  David'a, Flin'a i najmłodszego z nich Thomas'a.  David i Flin są w wieku mojego brata a Thomas jest starszy ode mnie o rok. Tak jak przyjaciół siostry ich też bardzo polubiłam. Chłopcy zagrali jeszcze kilka kawałków i na ich miejsce wszedł inny zespół, który tak jak oni próbuje swoich sił. 

Jessi wywijała na parkiecie wraz z Jankiem, to samo zrobił David i Flin. Jak to oni ujęli : Idą wyrywać na sławę.  Chwilę później mój braciszek postanowił, że do nich dołączy, tym samym zostawiając mnie z Thomem. 
- A więc jesteś siostrą Kuby, tak? - zapytał chyba dla pewności. Przytaknęłam mu i z obawy przed niezręczną ciszą zapytałam o zespół. Thomas opowiedział mi jak się poznali, ile już ze sobą grają i kto pisze ich utwory. Od razu odnaleźliśmy wspólny język a tematów do rozmowy nam nie brakowało. Niepotrzebnie się obawiałam tej niezręcznej ciszy. Praktycznie cały wieczór z nim przegadałam , no i oczywiście nie obyło się bez tańczenia. Kiedy tylko wyszliśmy na parkiet, poczułam się w swoim żywiole. 
Kiedy schodziliśmy z parkietu aby trochę odpocząć, wpadła na mnie jakaś dziewczyna, była cała zapłakana i wydawała się być nieświadoma do końca tego co się wokół niej dzieje. Szybko uciekła z lokalu. Nie wiele myśląc, poprosiłam Thoma aby przekazał mojej siostrze, że wyszłam wcześniej i żeby się nie obawiała bo pamiętam drogę powrotną. Chłopak nie chciał się zgodzić ale po krótkich namowach i obietnicy, że jak tylko będę w domu, wyślę mu sms-a uległ i zgodził się. Jak najszybciej, wydostałam się z po brzegi wypełnionego lokalu i szybko się rozejrzałam aby sprawdzić w którą stronę pobiegła dziewczyna. Zauważyłam tylko zarys drobnej postaci biegnącej w okolice parku, w którym spotkałam się z Jessicą. Postanowiłam pobiec za nią.

 Dziewczyna zniknęła mi z widoku, jednak nie poddawałam się. Miałam przeczucie, że muszę ją znaleźć. Już po chwili byłam w parku i przeszukiwałam alejki, jednak nigdzie jej nie było. Zrezygnowana usiadłam na ławeczce , znajdującej się obok mnie. Zastanawiałam się dokąd mogła się udać ta zagubiona dziewczyna  i oczywiście co jej się stało, że płakała. Siedziałam chwilę w ciszy, gdy już miałam się zbierać, usłyszałam szelest i cichy jęk. W jednej chwili byłam przerażona, bo przecież nikogo o tej porze w parku nie było. A siostra ostrzegała mnie, że lepiej tu nie przebywać o tych porach, gdyż czasem można natknąć się tu na dosyć specyficznych ludzi, którzy jak się sami domyślacie nie mają zbyt dobrych zamiarów.
Jednak nikt się nie pojawił. Pomyślałam, że tylko mi się zdawało bo przecież nikogo tu nie ma prócz mnie i...kolejny jęk. Teraz byłam pewna, że jednak nie jestem tu sama. Szybko udałam się w stronę krzaków znajdujących się nie opodal ławki. Rozchyliłam je i ujrzałam tam drobną skuloną w kłębek postać, tej samej dziewczyny, która wpadła na mnie niecałą godzinę wcześniej w klubie, opierającą się o drzewo.  Podniosła lekko głowę, którą opierała na kolanach, aby spojrzeć na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Widziałam w jej oczach strach, przerażenie, ból, smutek oraz pełno łez wypływających z pod jej lekko przymrużonych powiek. 
-Nie bój się - powiedziałam spokojnym głosem. Nie ruszyła się. Nie jestem pewna czy to z powodu przerażenia, którym była opanowana czy może nie miała już siły uciekać. W końcu z lokalu do parku był spory kawałek. Powoli zbliżyłam się do niej, ciągle powtarzając aby się nie bała. - Nic Ci nie zrobię. Chcę tylko pomóc.- mówiłam najbardziej ciepłym głosem, jakim tylko potrafiłam.
- Jjj..a. Ja... nie chciałam. 
- Spokojnie.- Nie wiedziałam jak się zachować, dziewczyna trzęsła się ze strachu. Podeszłam do niej i usiadłam obok, po czym lekko głaskałam ją po ramieniu. Po krótkiej chwili spytałam - Opowiesz mi dlaczego płaczesz? Co się stało ? 
Cisza..Cierpliwie czekałam, aż dziewczyna coś powie, jednak ona płakała jeszcze bardziej. Za każdym razem gdy otwierała usta aby coś powiedzieć, wybuchała jeszcze większym płaczem. Przytuliłam ją do siebie i głaskałam po głowie, szepcząc cicho aby się uspokoiła. Dziewczyna nie protestowała. - Jeśli nie chcesz to nie musisz nic mówić. 
Siedziałyśmy tak może z 15 minut a może było to już pół godziny. Straciłam poczucie czasu i nie byłam w stanie określić godziny. Wiedziałam jednak, że nie możemy siedzieć w tym parku całej nocy, w każdej chwili może zjawić się tu ktoś, kogo obecność mogła by nam zagrażać. Poza tym robiło się już chłodno i zbierało się na deszcz. Postanowiłam zabrać dziewczynę do mieszkania mojego rodzeństwa. 
- Możesz wstać.? - zapytałam. Dziewczyna, która już nie co się uspokoiła, spojrzała na mnie zdezorientowana. - Nie możemy tutaj siedzieć. Tu może być niebezpiecznie o tej porze. Zabieram Cię do siebie. Tam na spokojnie pogadamy. Okey ?
Dziewczyna tylko pokiwała głową i zaczęła podnosić się z Ziemi..
- A tak w ogóle to jestem Angela. 
- Lizzy - wyszeptała i chyba lekko się uśmiechnęła, jednak mogło mi się tylko zdawać gdyż było już bardzo ciemno.
W ciszy udałyśmy się w stronę mieszkania, deszcz zaczynał pokropywać i teraz ciężko było odróżnić czy łzy na twarzy dziewczyny to łzy czy krople deszczu.


______________________________________________________________
No więc jest sobie taki rozdział. Wiem, że nie jest jakiś super ale dodaje bo coś dodać trzeba. Właściwie to ma być taki wstęp do zapoznania z Lizzy, która będzie odgrywała dosyć dużą rolę w tym opowiadaniu. No i teraz pytanie do Was. Dlaczego według was Lizzy wybiegła z klubu roztrzęsiona? Co chcielibyście ujrzeć w kolejnych rozdziałach ? Czy chcielibyście aby Lizzy była z którymś z chłopaków?
Na górze jest zakładka SPAM i jeśli już tak bardzo chcecie reklamować swoje blogi to róbcie to tam, pod rozdziałami takich komentarzy nie będę udostępniać. 
Jeśli macie jakieś pytania do mnie  lub bohaterów to możecie zadawać je w komentarzach lub w zakładce PYTANIA, która również znajduje się u góry. ;) 
Życzę miłego czytania i oczywiście komentujcie, nawet nie wiecie jaką to daje motywację. No i jeszcze jedno pytanko czy chcecie rozdział z perspektywy kogoś innego jeśli tak to kogo ?...  Byłabym wdzięczna za polecanie mojego opowiadania znajomym i innym czytelnikom. xoxo

10kometarzy = nowy rozdział 

Anonimki proszę o podpisywanie się...)

Pozdrawiam 
Dreaaams ♥!